Nocą Ewa, Kuba i Patryk wracają na opuszczoną stację Granatowa. Między nimi narasta napięcie, a dziwne niebieskie światło zaczyna prowadzić ich w głąb czegoś, czego żadne z nich nie chce nazwać.
Stacja Granatowa stała na obrzeżach miasta jak coś, o czym wszyscy woleli zapomnieć. Od lat nie zatrzymywał się tu żaden pociąg, a popękany peron i zardzewiałe tabliczki tonęły w żółtym świetle starych lamp. Tego wieczoru Ewa, Kuba i Patryk przyszli tu pierwszy raz po zmroku, zbyt cicho, jakby już samym krokiem bali się obudzić miejsce, które powinno spać.
Usiedli na ławce w sporej odległości od siebie. Noc była chłodna, wiatr przeciągał się przez pustą halę, a gdzieś dalej szczekały psy, urywanym, niespokojnym głosem. Nikt nie mówił o tym, po co właściwie przyszli. Cisza między nimi rosła z każdą sekundą, ciężka i niewygodna, jakby każdy niósł w sobie coś, czego nie chciał wypuścić na głos.
To Kuba przerwał milczenie. Zapytał niby lekko, lecz zbyt szybko, by pytanie mogło zabrzmieć obojętnie:
Ewa odwróciła wzrok. Patrzyła ponad torami, w ciemność, która nie miała końca. Patryk poruszył dłonią, jakby chciał coś powiedzieć, potem znów ją opuścił. Przez chwilę słychać było tylko szum wiatru i cichy trzask żwiru pod ich butami.
W końcu Patryk odezwał się głosem niższym, niż zwykle.
Słowa zawisły nad peronem i nikt ich nie rozbroił śmiechem ani żartem. Nawet Kuba zamilkł. Ewa poczuła, że coś w tej odpowiedzi zabrzmiało zbyt prawdziwie, zbyt blisko.
Wtedy na końcu peronu zapaliło się blade, granatowe światło.
Nie rozbłysło gwałtownie. Najpierw zamigotało raz, potem drugi, jakby ktoś po drugiej stronie ciemności sprawdzał, czy ich widzi. Niebieska poświata przesunęła się po betonowej powierzchni i zatrzymała tuż przy porzuconych torach.
Kuba podniósł się pierwszy, za szybko, jak człowiek, który chce udawać odwagę, zanim zdąży się przestraszyć. Ewa i Patryk ruszyli za nim, choć żadne z nich nie powiedziało, że tego chce. Ich oddechy stały się płytkie i białe od zimna. Każdy krok prowadził ich dalej od ławki, a jednocześnie coraz bliżej czegoś, co wydawało się znać ich lepiej niż oni samych siebie.
Gdy zbliżyli się do światła, cisza zgęstniała tak bardzo, że Ewa miała wrażenie, iż zaraz będzie można ją dotknąć. Na moment wszyscy troje stanęli w miejscu. Kuba uniósł brodę, Patryk zacisnął dłonie, a Ewa poczuła, że serce uderza jej zbyt mocno, zbyt nierówno.
Wtedy z ciemności dobiegł ich szmer.
Najpierw ledwie słyszalny, potem coraz wyraźniejszy, jakby coś poruszyło się tuż za plecami, choć nikogo tam nie było.