Trójka nastolatków utknęła na orbicie nieznanej planety. Gdy w pierścieniach dostrzegają coś, czego nie powinno tam być, ich kapsuła zaczyna tracić kontrolę.
Zosia patrzyła na migający czerwienią panel i miała wrażenie, że cisza w kapsule robi się coraz głośniejsza. Od chwili, gdy szkolny moduł badawczy stracił łączność z bazą, minęło może dwadzieścia minut, a może cały dzień. W kosmosie czas i tak przestawał być pewny.
Obok niej siedzieli Karol i Lena, spięci, z twarzami oświetlonymi zimnym blaskiem ekranów. Mieli wrócić z prostego zadania: zebrać próbki pyłu z pasa asteroid. Zamiast tego ich kapsuła, po dziwnym skoku kursu, zawisła na orbicie wokół planety, jakiej nie było w żadnym katalogu. Fioletowo-zielona kula wirowała pod nimi spokojnie i obco, otoczona pierścieniami cienkimi jak szkło.
– Jeśli ktoś planował nam wycieczkę objazdową, to mógł chociaż wysłać przewodnik – mruknął Karol, ale zabrzmiało to bardziej jak próba uspokojenia siebie niż żart.
Lena nawet na niego nie spojrzała. Ściskała tablet tak mocno, że zbielały jej palce. – Bez kontaktu z bazą. Zostało nam czterdzieści osiem godzin tlenu, może mniej, jeśli systemy dalej będą szaleć.
Zosia przełknęła ślinę i wcisnęła się głębiej w fotel pilota. Na zewnątrz planetę oplatały pierścienie, gęste od lodu i pyłu. Wyglądały martwo, ale kiedy Karol podszedł do panoramicznego okna, zatrzymał się nagle.
– Okej… to już nie jest normalne – powiedział cicho.
W jednym z pierścieni coś błysnęło. Nie był to odblask gwiazdy. Punkt światła przesunął się, zgasł i zapalił znowu, jakby odpowiadał na ich spojrzenie. Lena uruchomiła powiększenie obrazu, a na ekranie zamigotał zarys czegoś geometrycznego, zbyt równego, by było skałą.
– To wygląda jak konstrukcja – wyszeptała. – Platforma? Stacja? Ale przecież nikt nie powinien tam być.
Kapsuła drgnęła tak gwałtownie, że wszyscy troje chwycili się podłokietników. Przez kadłub przeszedł niski, metaliczny jęk, a alarm przeciął powietrze ostrym piskiem. Z zewnątrz coś uderzyło jeszcze raz, tym razem z boku, jakby niewidzialna ręka obróciła statek ku pierścieniom.
Na panelu komunikacyjnym pojawił się sygnał. Nie był to ani zwykły szum, ani nadawanie z bazy. Krótkie impulsy, regularne i uporczywe, powtarzały się jak czyjś kod. Lena pobladła.
– Ktoś się z nami łączy – powiedziała, a potem dodała już prawie szeptem: – Albo coś.
Światła w kapsule przygasły. Zosia spojrzała na Karola, Karol na Lenę, a potem wszyscy troje przenieśli wzrok na ekran, gdzie nieznany sygnał nagle zmienił rytm. W tej samej chwili kapsuła zaczęła obracać się coraz szybciej, jakby coś po drugiej stronie pierścieni właśnie zdecydowało, że ich znalazło.