Gwiezdny Mechanik i znikające satelity

Maks i Lena lecą naprawić satelitę, który zamilkł nad dziwnym sektorem orbity. Im bliżej są, tym bardziej kosmos wygląda, jakby ktoś ukrywał w nim sekret.

Maks przycisnął dłoń do chłodnej szyby Stacji Orbitalnej Ganimedes. Pod nimi wirowała Ziemia: błękitna, jasna, spokojna, jakby nie miała pojęcia, że gdzieś wysoko nad nią dzieje się coś dziwnego.

Lena, jego najlepsza przyjaciółka i najsprawniejsza młoda mechaniczka na stacji, pochylała się nad robotem Majstrem. Dokładała do jego ramienia nowy laser naprawczy i marszczyła nos z koncentracji.

— Jeśli dzisiaj znów zniknie sygnał, to przynajmniej dowiemy się czegoś ważnego — powiedziała, nie odrywając wzroku od śrubek.

— Albo czegoś bardzo dziwnego — odparł Maks, poprawiając kaptur kombinezonu z emblematem Szkoły Młodych Techników.

Nie zdążyła odpowiedzieć. Przez głośniki stacji przetoczył się głos kapitan Zofii, ostrzejszy niż zwykle:

— Maks, Lena, natychmiast do śluzy. Tracimy kontakt z kolejnym satelitą.

Lena wyprostowała się tak szybko, że aż stuknęła łokciem w obudowę Majstra.

— Który tym razem? — spytał Maks.

— ECHO-7 — odpowiedziała kapitan. — I dzieje się to dokładnie nad tym samym sektorem orbity co wcześniej.

Od tygodnia powtarzało się to samo. Satelity pomagały ludziom na Ziemi, przesyłały dane, obrazy pogody i sygnały ratunkowe, a potem nagle milkły, jakby coś je połykało. Zawsze w tym samym miejscu. Zawsze bez ostrzeżenia.

Kilka minut później Maks i Lena siedzieli już w kapsule naprawczej. Majster został przypięty do podłogi pasami, jego metalowe ramiona drżały lekko w oczekiwaniu. Drzwi śluzy zamknęły się z głuchym sykiem, a kapsuła wysunęła się w czarną pustkę.

Kosmos był ogromny i cichy. Tylko kontrolki świeciły zimnym, niebieskim światłem.

— Kurs na ECHO-7 ustawiony — oznajmił komputer pokładowy. — Czas dotarcia: trzy minuty.

Maks sprawdził narzędzia po raz trzeci. Lena patrzyła przez boczny wizjer na rozsiane w oddali punkty satelitów i drobinki kosmicznych śmieci, które migały jak pył zawieszony w ciemności.

Nagle zmrużyła oczy.

— Maks... widzisz to?

Przed nimi, prosto na kursie, unosiła się szarawa poświata. Nie była ani mgłą, ani chmurą. Migotała cicho, jak rozlanie światła w próżni.

Na ekranie natychmiast pojawił się czerwony komunikat:

UWAGA. NIETYPOWE ZAKŁÓCENIA SYGNAŁU.

Kapsuła zakołysała się gwałtownie. Majster zapiszczał cienko i nieswojo. Na monitorze pojawił się ECHO-7 — po czym jego obraz zaczął blednąć, jakby satelita zanurzał się w tej dziwnej poświacie.

Z głośników dobiegł trzask, potem przeciągły elektroniczny szum. Nie brzmiał jak awaria.

Brzmiał jak głos próbujący przebić się przez zakłócenia.

— Maks... — szepnęła Lena, chwytając go za rękaw.

W tym samym momencie wszystkie kontrolki w kapsule zamrugały naraz. Ekran zgasł na ułamek sekundy, po czym rozbłysnął znakiem, którego żadne z nich nigdy wcześniej nie widziało.