Max i Lena znajdują w ogródku tajemnicze ślady i świecący przedmiot z kosmosu, który nagle zaczyna się budzić.
Lena lubiła wieczory w swoim ogródku, zwłaszcza gdy obok niej kręcił się pies Max. Tamtej nocy niebo było czarne jak atrament, a gwiazdy mrugały nad krzakami porzeczek.
Nagle Lena zatrzymała się w miejscu. Na trawie migały dziwne, niebieskie ślady, jakby ktoś przeszedł tamtędy boso, ale zostawił po sobie zimny błysk. Max od razu podskoczył, zaszczekał cicho i pociągnął ją za sobą między grządki.
Lena świeciła latarką przed siebie. Ślady prowadziły prosto za krzaki, do czegoś, co połyskiwało fioletem. Gdy odsunęła gałązki, zobaczyła mały, okrągły przedmiot leżący w trawie. Był gładki, chłodny i zupełnie niepodobny do niczego, co znała.
Max pochylił pysk i powąchał go ostrożnie.
Wtedy przedmiot drgnął.
Cichutko zabrzęczał: „Bzzt... bzzt...”, a potem uniósł się nad ziemię, jakby coś właśnie się w nim obudziło.