Lena, Max i Igor podczas nocnych obserwacji odbierają nieznany sygnał. Trop prowadzi ich z polany w głąb lasu, gdzie czeka coś, czego nie powinni jeszcze znaleźć.
Wielka Przestrzeń Rozwoju miała być osiedlem przyszłości: szkło, metal i światła, które nie gasły nawet po zmroku. Dla Leny, Maxa i Igora była jednak przede wszystkim miejscem, gdzie za linią domów zaczynał się las, a nad lasem otwierało się niebo pełne gwiazd.
Tego wieczoru spotkali się na polanie jak zwykle, z kocem, teleskopem dziadka Igora i nowym odbiornikiem, który Lena złożyła sama z części wygrzebanych z internetowych forów i starych sklepów z elektroniką. Twierdziła, że potrafi wyłapać wszystko, co powinno pozostać poza Ziemią. Max przewrócił oczami, ale i tak przyszedł pierwszy.
Nie odpowiedziała. Kręciła pokrętłem tak długo, aż w cichym szumie pojawił się rytm. Najpierw ledwie słyszalny. Potem wyraźny. Krótki, długi, krótki. Jakby ktoś po drugiej stronie próbował nadać wiadomość, ale nie znał żadnego ludzkiego alfabetu.
Lena zesztywniała.
Max odebrał od niej słuchawki i po sekundzie zmarszczył brwi. Igor podszedł bliżej teleskopu, jakby przez szkło mógł zobaczyć odpowiedź. Nad ich głowami przeciął niebo meteor, jasny i szybki jak rozdarcie w ciemności. W tym samym momencie coś zamigotało między drzewami.
Światło pojawiło się znowu, niżej, głębiej w lesie. Nie było ciągłe. Pulsowało, jak sygnał z odbiornika. Lena odłożyła sprzęt bez słowa i ruszyła pierwsza.
Szli ostrożnie między pniami, odganiając gałęzie i mokre od rosy paprocie. Im dalej wchodzili, tym wyraźniej czuli, że to nie zwykłe światło. Las odpowiadał na każdy ich krok krótkim, drżącym błyskiem, jakby coś ich prowadziło albo ostrzegało.
W końcu dotarli do niewielkiego zagłębienia w ziemi. Na ściółce leżał metaliczny przedmiot, mały i nieregularny, podobny do kawałka stopionego szkła. W jego wnętrzu pulsowało zimne, błękitne światło. Lena przykucnęła, a Max chwycił ją za rękaw.
Za późno. Lena musnęła przedmiot końcem patyka i w tej samej chwili z wnętrza bryły rozległ się wysoki ton. Powietrze zadrżało. Na sekundę wszystko wokół jakby przycichło, nawet świerszcze.
Potem z lasu dobiegł ich głuchy odgłos kroków.
Coś dużego zbliżało się między drzewami. Odbiornik zostawiony na polanie zatrzeszczał tak głośno, jakby nagle znalazł się tuż obok nich, a z jego głośnika popłynął zniekształcony głos:
Igor odwrócił się pierwszy. Między pniami rozbłysło nowe światło. Z ciemności wyłonił się cień wysokiej postaci.