Olga i Maks podczas nocnych obserwacji nieba odbierają dziwny sygnał z kosmosu. W monitorze pojawiają się nieznane znaki, a nad domem zaczyna dziać się coś, czego nie da się wytłumaczyć.
Noc była spokojna i przezroczysta, jakby ktoś rozpiął nad ogrodem wielką, czarną tkaninę i wyszył w niej srebrne punkty. Olga leżała na rozłożonym leżaku, z okiem przyciśniętym do teleskopu, a obok niej Maks trzymał notes, długopis i minę człowieka, który za chwilę odkryje coś niezwykłego.
– Zobacz tam – szepnęła Olga, przesuwając tubę o odrobinę w prawo. – Ta gwiazda miga inaczej niż pozostałe.
Maks zmrużył oczy.
– Albo to nie gwiazda, tylko statek, który udaje gwiazdę. Albo coś jeszcze sprytniejszego.
Olga parsknęła cicho, ale nie odrywała wzroku od nieba. W tej samej chwili w słuchawkach, podłączonych do teleskopu, coś zatrzeszczało. Nie był to zwykły szum. Dźwięk miał rytm. Krótki, długi, krótki. Jakby ktoś stukał w szybę z bardzo daleka.
Olga poderwała głowę.
– Słyszałeś?
Na monitorze obok teleskopu zamigotał obraz. Najpierw pojawiła się zielonkawa smuga, potem druga, a po chwili ekran wypełniły znaki, których żadne z nich wcześniej nie widziało. Były ostre, kanciaste, a jednocześnie dziwnie piękne. Jeden przypominał gwiazdę z trzema ramionami, inny małą planetę z pierścieniem, jeszcze inny krąg przecięty kreską.
– To nie jest zwykły błąd – powiedział Maks ciszej, niż zwykle mówił nawet w bibliotece. – To wygląda jak wiadomość.
Olga chwyciła zeszyt.
– Zapisuj. Szybko.
Przez kilka sekund oboje tylko pochylali się nad ekranem, przepisując symbole, żeby żaden nie uciekł im z pamięci. Im dłużej patrzyli, tym mniej przypominały przypadkowe kreski. Jakby układały się w ciąg, w coś, co miało sens, tylko jeszcze nie dla nich.
Nagle monitor błysnął intensywnym błękitem. Z głośnika popłynął jeden czysty, wysoki dźwięk, tak długi i przenikliwy, że Olga aż odsunęła się od biurka. Potem na środku ekranu pojawił się nowy znak: okrąg otoczony sześcioma promieniami.
– On się zmienia – wyszeptał Maks. – Jakby... nas widział.
Olga już sięgała do przycisku powiększenia, kiedy na podwórku rozległ się metaliczny szelest. Coś zaszurało przy krzakach, a ich kot wyskoczył spomiędzy doniczek i pognał w stronę płotu z sierścią nastroszoną jak szczotka.
W tej samej chwili nad dachem rozlało się białe światło. Cienki promień przeciął noc i zatrzymał się dokładnie nad ich domem.
Olga i Maks znieruchomieli.
Na środku świetlnego słupa poruszył się cień.