Kacper i Marta kontra kryzys w lodówce

Kacper i Marta planują nocną ucztę, ale ich lodówka zaczyna zachowywać się tak, jakby coś w niej knuło. W kuchni robi się coraz dziwniej.

Kacper leżał na kanapie z menu lokalnej pizzerii rozłożonym jak mapa skarbów. Marta krążyła po kuchni z miną detektywa, który już wie, że trop prowadzi do tragedii, tylko jeszcze nie wie, jakiej.

Był piątkowy wieczór. W mieszkaniu pachniało starym popcornem, rozgrzanym plastikiem z tostera i tą szczególną ciszą, która zapada wtedy, gdy człowiek jest głodny, ale jeszcze udaje, że ma wybór.

– Powiedz mi, że mamy coś do jedzenia poza chlebem, który pamięta poprzednią dekadę, i ketchupem w ilości symbolicznej – powiedziała Marta, otwierając lodówkę.

Z wnętrza dobiegło ciche mlasknięcie.

Kacper uniósł wzrok znad artykułu zatytułowanego „Pizza cztery sery: fakt, mit czy propaganda serowarów?”.

– Słyszałaś to? – zapytał.

– Słyszałam. I nie podoba mi się, że lodówka brzmi, jakby żuła coś z satysfakcją – odparła Marta i zastukała palcem w drzwi.

Odpowiedziało jej niezadowolone burknięcie, głębokie i wręcz obrażone.

Przez kuchnię przemknął nagły błysk. Lampka nad blatem zapaliła się sama, po czym zgasła, jakby ktoś w środku mieszkania mrugnął do nich z ironią.

– Świetnie – mruknął Kacper, siadając prosto. – Albo mamy awarię instalacji, albo lodówka przejęła kontrolę nad domem.

– Wolałabym trzecią opcję, w której po prostu jesteśmy głodni – powiedziała Marta.

Pociągnęła za uchwyt.

Drzwi otworzyły się z hukiem, a chłodne powietrze buchnęło im w twarze. Na półkach piętrzyły się słoiki, pudełka i podejrzanie opuchnięte pojemniki, ale to nie one sprawiły, że Kacper odruchowo cofnął się o krok. Za majonezem coś błysnęło zielenią.

To była gałka oczna.

Prawdziwa. Mokra. Cierpliwie wpatrzona prosto w nich.

– To na pewno nie jest pikla – szepnęła Marta.

Lodówka zamrugała dwa razy i z jej wnętrza dobiegł cichy, ochrypły głos.