Karolina, Michał i Kuba zostają po lekcjach, by ratować szkolne przedstawienie, ale na poddaszu trafiają na coś znacznie dziwniejszego niż kurz i stare dekoracje.
Był wtorkowy wieczór, kiedy Karolina, Michał i Kuba zostali po lekcjach w szkole nr 47 przy ulicy Klonowej, żeby ratować scenę przed wielkim występem. Budynek po zmroku nie przypominał już normalnej szkoły. Korytarze wydłużały się jak w złym śnie, drzwi trzeszczały bez powodu, a każdy krok odbijał się echem tak głośnym, jakby ktoś specjalnie próbował ich nastraszyć.
W sali teatralnej światło wpadało przez brudne okna i kładło się na kurzu grubą, srebrną warstwą. Karolina maszerowała z młotkiem jak samozwańcza kierowniczka remontu, Michał próbował nie potknąć się o kabel od reflektora, a Kuba od pięciu minut twierdził, że to nie jego wina, że ktoś rozlał energetyka, tylko „fatalna akustyka podłogi”.
– Ty serio myślisz, że ta szkoła ma jakiś tajny poziom? – zapytał Michał, zerkając na Karolinę.
– Tajny nie. Raczej upiornie źle zorganizowany – odparła, schylając się pod scenę.
Wtedy wyciągnęła z mroku starą, zardzewiałą klamkę. Na metalu, ledwo widoczny pod warstwą rdzy, był wygrawerowany skrót: „P.S.Z.”.
Kuba pochylił się nad znaleziskiem.
– Brzmi jak nazwa sekty albo szkolnego koła dramatycznego, które poszło za daleko.
Nie zdążyli się roześmiać, bo nad ich głowami rozległo się ciche, regularne stukanie.
Raz. Dwa. Trzy.
Karolina zamarła z klamką w dłoni.
– To nie szczur – szepnęła.
– Super. Czyli duch – powiedział Kuba, choć tym razem jego głos już tak nie błyszczał pewnością.
Michał odsunął zasłonę przy ścianie i odkrył wąskie, ledwie widoczne schody prowadzące wyżej, ku poddaszu, o którym wszyscy mówili tylko półgłosem. Latarka w telefonie ledwo przebijała ciemność, ale ciekawość była silniejsza niż rozsądek. Wspięli się po skrzypiących stopniach, jeden za drugim, a każdy kolejny dźwięk zdawał się ostrzegać, że robią dokładnie to, czego nie powinni.
Na górze pachniało kurzem, starym drewnem i czymś jeszcze, czego nie dało się nazwać. Z sufitu zwisały pożółkłe plakaty szkolnych wydarzeń, a pośrodku poddasza stała ogromna walizka, jakby ktoś zostawił ją tam specjalnie. Obok niej rozsypane były puzzle przedstawiające dyrektora szkoły w stroju pirata. Michał parsknął śmiechem, ale urwał go natychmiast, kiedy zobaczył, że Karolina patrzy w drugi koniec pomieszczenia.
Tam, zza starej szafy, ktoś powoli wychylił głowę.
Miał cylinder. Miał też ogromny sztuczny wąs.
I patrzył prosto na nich.