Klub Najdziwniejszych Pomysłów

Czwórka licealistów urządza bazę w szkolnej piwnicy i planuje podmienić dzwonek. Kiedy wszystko wydaje się pod kontrolą, piwnica odzywa się głosem, którego nikt nie zna.

W piwnicy Liceum im. Błyskotliwych Otłuczeń zawsze pachniało wilgocią, starym metalem i ogórkami konserwowymi, ale czwórce uczniów to nie przeszkadzało. Właśnie tutaj, między skrzynkami po słoikach a zardzewiałym regałem, urządzili swoją tajną bazę. Oficjalnie szukali zagubionych podręczników. Nieoficjalnie przygotowywali najbardziej absurdalny plan w historii szkoły.

Marek, samozwańczy geniusz elektroniki, rozkładał na stole części starego głośnika, jakby składał rakietę. Lena stała obok z rękami skrzyżowanymi na piersi i miną osoby, która już żałuje, że w ogóle przyszła. Ania siedziała na skrzyni po jabłkach, a Kacper pilnował czasu, bo bez niego cała akcja zamieniłaby się w chaos jeszcze przed pierwszym krokiem.

– Dobra – powiedziała Lena. – Zanim Marek znowu podpali piwnicę, sprawdźmy jedno: wszyscy wiedzą, co dziś robimy?

– Jasne – odparł Kacper. – Wchodzimy, podmieniamy dzwonek, wychodzimy, nikt niczego nie zauważa, a szkoła przez tydzień myśli, że ma atak wilków albo kontakt z kosmitami.

– Nadal nie wiem, czemu uparliście się właśnie na wilka – mruknęła Ania.

– Bo dzwonek w tej szkole brzmi jak cierpienie sprężyny w tunelu czasu – odpowiedział Marek, nawet nie podnosząc wzroku.

Plan był prosty tylko na kartce. Opiąć stare nagłośnienie, przechwycić sygnał dzwonka i wpuścić w szkołę coś, czego nikt się nie spodziewa. Warianty zmieniały się co pół godziny: wycie wilka, marsz pogrzebowy, sygnał UFO, a nawet nagranie szeptem odczytanych ocen z kartkówki, co Lena uznała za „zbyt okrutne, nawet jak na żart”.

Kacper spojrzał na zegarek.

– Zostało nam sześć minut. Woźni kończą obchód i za chwilę ktoś tu zejdzie.

Marek wsunął ostatni przewód do małej, poobijanej skrzynki przy ścianie. Na jej drzwiczkach ktoś kiedyś kredą napisał: „NIE DOTYKAĆ”. To oczywiście tylko zwiększyło ich zainteresowanie.

– Jesteś pewien, że wiesz, co robisz? – zapytała Lena.

– Prawie – powiedział Marek. – To znaczy… wiem, który kabel jest prawdopodobnie od dzwonka.

Ania jęknęła.

– Prawdopodobnie?

– Technicznie rzecz biorąc, wszystko jest prawdopodobne.

Nie zdążyła odpowiedzieć, bo w tej samej chwili żarówka nad ich głowami zamigotała. Potem zgasła. Po sekundzie piwnicę rozświetlił tylko słaby blask z telefonu Kacpra.

I wtedy odezwał się głos.

Nie z korytarza. Nie z głośnika. Nie z żadnego z ich telefonów.

– Witajcie, intruzi. Zostaliście zauważeni. Proszę zachować spokój i czekać na dalsze instrukcje.

Nikt się nie ruszył. Kacper zamarł z telefonem w ręce. Ania powoli cofnęła plecak do nogi. Lena spojrzała na Markowy zestaw kabli, a Marek, blady jak ściana, zatrzymał dłoń centymetr nad skrzynką.

W piwnicy zapadła cisza tak gęsta, że nawet stary głośnik zdawał się oddychać.

A potem z ciemności dobiegł cichy trzask, jakby ktoś właśnie odblokował kolejne drzwi.