Kuba, Lena i Maks zakładają w szkolnej stołówce klub, w którym zwykłe kanapki mają stać się czymś zupełnie absurdalnym. A potem pojawia się nowy uczeń z torbą pełną tajemniczych słoików.
W szkolnej stołówce, podczas jednej z najnudniejszych dużych przerw w historii, Kuba patrzył na swoją bułkę z serem tak długo, aż prawie zrobiło mu się jej żal. Lena zwinęła ogórka w idealnego ślimaka i położyła go na chlebie jak ozdobę, a Maks chrupał marchewkę z taką powagą, jakby testował sprzęt kosmiczny.
– Mam już dosyć zwykłych kanapek – mruknął Kuba. – Wszystko tu smakuje tak, jakby ktoś się bardzo spieszył.
Lena uniosła brwi. – To zróbmy coś, co nie będzie smakowało jak szkolna norma.
– Na przykład kanapkę z chipsami, dżemem i ogórkiem kiszonym – wypalił Maks i aż zakrztusił się ze śmiechu.
Kuba parsknął, Lena zachichotała, a po chwili wszyscy troje śmiali się tak głośno, że pani Jadzia spod lady kuchennej spojrzała na nich podejrzliwie znad czepka. Właśnie wtedy Kuba powiedział to na głos:
– Zakładamy Klub Potwornej Kanapki.
Pomysł natychmiast przestał być żartem. Zaczęli zbierać chętnych przy kolejnych stolikach, jakby prowadzili wielką misję naukową, tylko zamiast mikroskopów mieli ser, kapary i dżem. Kuba przyniósł żelki, Lena kapary, a Maks wyjął z plecaka swoją tajną broń: pastę paprykową dziadka Kazika, zawiniętą w papier, jakby była czymś niebezpiecznym.
Po kilku minutach stołówka przypominała laboratorium szalonych kucharzy. Na jednym talerzu leżał twarożek z ketchupem, obok czekolada z ogórkiem kiszonym, a ktoś wcisnął nawet serek waniliowy do bułki z oliwkami. Każdy nowy pomysł wywoływał raz śmiech, raz grymas obrzydzenia, a czasem jedno i drugie naraz.
– Musimy pójść jeszcze dalej – oznajmiła Lena, oblizując palce po próbie kolejnej mikstury. – Potrzebujemy Potwornej Kanapki Wszechczasów.
Zanim ktokolwiek zdążył wymyślić coś jeszcze bardziej absurdalnego, drzwi stołówki otworzyły się z przeciągłym skrzypnięciem. Do środka wszedł nowy uczeń. Miał ogromny zielony kaszkiet, torbę wypchaną po brzegi szczelnie zakręconymi słoikami i minę kogoś, kto właśnie zamierza powiedzieć coś bardzo dziwnego.
– Mogę się dołączyć? – zapytał cicho.
Kuba już miał odpowiedzieć, ale jego wzrok przykleił się do torby chłopaka.
– Jasne – powiedział w końcu. – Tylko najpierw powiedz, co tam masz.
Nowy rozejrzał się po stołówce, po stolikach zasłanych okruszkami i po ich kanapkowym chaosie. Potem pochylił się trochę bliżej i szepnął:
– Coś, czego jeszcze nie próbowaliście. I lepiej trzymajcie się mocno, bo to może być najbardziej ekstremalny składnik, jaki kiedykolwiek trafił do tej stołówki.