Klub Przegrywów z piwnicy 4B

Nastolatki z bloku 4B spotykają się w piwnicy, żeby odpalić swój pierwszy wielki eksperyment. Zamiast sukcesu dostają coś, co zaczyna mówić z ciemności.

W piwnicy pod blokiem 4B pachniało lakierem do włosów, starym kartonem, chipsami i czymś, co najpewniej od lat nie powinno mieć już kontaktu z powietrzem. Kuba, samozwańczy prezes Klubu Przegrywów, ustawił pod ścianą cztery krzesła odzyskane z zsypu i otarł dłonie o bluzę z Minionkiem, jakby właśnie przygotowywał konferencję prasową, a nie spotkanie w wilgotnej piwnicy.

Na ścianie za nim rozciągało się graffiti jego młodszego brata: ogromny napis „Dowódca Smrodliwych Skarpet” i kilka podejrzanie krzywych strzałek. Kuba zerknął na resztę ekipy i uniósł brodę.

– Dobra. Dziś robimy Zawodowy Ślizg na Bananie. Wersja 2.0.

Marta przestała kręcić oczami tylko dlatego, że groziło to bólem.

– Ty serio jeszcze chcesz wracać do tamtej akcji? – spytała. – Po ostatnim razie schody przez trzy dni pamiętały twoją twarz.

– Tym razem mamy zabezpieczenie – Kuba wskazał na rozłożoną folię bąbelkową i karton po pralce, który miał udawać tor wyścigowy. – Innowacja. Nauka. Rozwój.

– Brzmisz jak reklama kitu do fug – mruknął Hubert, najstarszy z nich, jedną ręką grzebiąc w paczce chipsów, drugą poprawiając bluzę z kapturem.

Na stole leżała Gruba Księga Pomysłów, ich najświętszy, najbardziej podejrzany zeszyt na osiedlu. W środku mieli wszystko: drona wypuszczanego przez okno sąsiadki, napój energetyczny z coli, cytryny i Nutelli, plan na podszywanie się pod ekipę techniczną oraz kilka koncepcji tak głupich, że aż dziwne, iż nikt jeszcze za nie nie dostał zakazu wychodzenia z piwnicy.

Anka, najmłodsza, trzymała notes i telefon na statywie zrobionym z miotły oraz starej suszarki bębnowej.

– Jeśli to wypali, wrzucam wszystko do sieci – powiedziała. – Osiedle oszaleje.

– Osiedle już szaleje – odparł Hubert. – Tylko jeszcze o tym nie wie.

Kuba wziął banana jak przedmiot o randze broni eksperymentalnej. Marta odsunęła butem folię. Hubert uchylił drzwi piwnicy, żeby tor miał gdzie się kończyć, a Anka przycisnęła palec do nagrywania.

– Trzy… dwa… jeden…

Kuba odbił się od kartonu.

Przez sekundę wszystko wyglądało dokładnie tak, jak miało wyglądać w jego głowie: ślizg, triumf, okrzyk, legenda bloków, może nawet lekki efekt slow motion. Potem pod folią bąbelkową coś głucho zaszurało. Z wnęki przy podłodze dobiegł cichy, mokry trzask. Karton nagle skręcił w bok, folia strzeliła jak z procy, a coś długiego i czarnego wysunęło się spod ściany tak szybko, że wszyscy odruchowo cofnęli się o krok.

– To był kabel? – szepnęła Marta.

Nie zdążył jej odpowiedzieć nikt.

Z ciemności pod bojlerym odezwał się niski, metaliczny głos:

– Nie wszczynać paniki. Przejmuję kontrolę nad klubem.

Wszyscy jednocześnie odwrócili się w stronę małego odkurzacza stojącego obok grzejnika. Miał dwa zielone światełka zamiast oczu. I właśnie ruszył do przodu.