Klub Zaginionych Skarpetek

Julka, Bartek i Aga zakładają szkolny klub śledczy, bo skarpetki znikają w Zespole Szkół Numer 13 szybciej niż cokolwiek innego. Pierwszy trop prowadzi ich w miejsce, z którego lepiej było nie wracać bez planu.

W Zespole Szkół Numer 13 o skarpetkach mówiło się szeptem, jak o czymś między legendą a klątwą. Jedni twierdzili, że zjada je pralka. Inni, że pożera je szkolny duch od wf-u. Prawda była prostsza i gorsza: po każdej przerwie ktoś wracał do szatni z jednym pustym butem i miną człowieka, który właśnie przegrał małą wojnę.

Julka, Bartek i Aga mieli już dość. Nie tylko dlatego, że sami tracili skarpetki w tempie alarmowym. Po prostu nikt nie lubi, kiedy jego rzeczy znikają bez śladu, a potem jeszcze wszyscy robią z tego żart. Założyli więc Klub Zaginionych Skarpetek, rozłożyli się w starej szatni pod schodami i ogłosili śledztwo. Mieli notatniki, latarkę pożyczoną od młodszego brata Julki oraz zapas zupek w proszku, bo Bartek uznał, że detektyw bez zupy to detektyw bez przyszłości.

Nazajutrz pierwsze zgłoszenia przyszły szybciej niż dzwonek na lekcję. Na ich biurku wylądował stos pojedynczych skarpet, a wraz z nim plotki, podejrzenia i jedna bardzo obrażona frotka w kropki. Dopiero drugi dzień przyniósł coś naprawdę dziwnego. Na końcu korytarza, tam, gdzie nikt nigdy nie zaglądał z własnej woli, leżała szkarłatna skarpetka z metką ciągnącą się niemal do podłogi. Unosił się nad nią zapach serowego popcornu, który zupełnie nie pasował do szkolnych korytarzy.

— To jest trop — szepnęła Aga, pojawiając się obok nich jak cień z nadmiarem energii.

Ruszyli za nią do szatni drużyny piłkarskiej. Drzwi stały uchylone, a ze środka dobiegało ciche, dziwaczne pochrumkiwanie. Julka zapaliła latarkę. Snop światła przesunął się po ławce, po kartonie po pizzy i zatrzymał na czymś metalicznym, zgiętym pod ścianą jak noga robota po przejściach.

— To nie jest zwykły dzień — mruknął Bartek, cofając się o pół kroku.

W tej samej chwili drzwi za nimi zaczęły się powoli domykać. W ciemności rozległ się cichy, metaliczny stuk. Aga ścisnęła mocniej notatnik, Julka wstrzymała oddech, a Bartek spojrzał w głąb szatni, gdzie z cienia wyłaniała się czyjaś wysoka, nieruchoma sylwetka.