Kod w starym notatniku

Lena, Filip i Basia znajdują w szkolnej szafce stary notatnik pełen kodów, szkiców i dat, które nie powinny do siebie pasować. Chwilę później szkoła daje im znak, że ktoś czeka właśnie na nich.

Piątkowe popołudnie w liceum zwykle rozlewało się po korytarzach jak cisza po dzwonku. Większość klas już opustoszała, tylko w sali komputerowej nadal pobrzękiwały klawiatury i mruczały wentylatory. Lena, Filip i Basia zostali po zajęciach z programowania, żeby pomóc ogarnąć szafki po klasie i odłożyć sprzęt na miejsce.

To miała być zwykła, nudna końcówka tygodnia. Zamiast tego Basia zatrzymała się nagle przy jednej z szafek i wyciągnęła spod sterty pożółkłych podręczników stary brązowy notatnik. Był twardy, popękany na grzbiecie, jakby przeleżał tu lata. Na okładce, pod warstwą kurzu, ktoś odcisnął mały rysunek klucza.

— To chyba nie jest szkolny — powiedziała cicho Lena.

Filip od razu pochylił się bliżej. Już miał wyjąć telefon, żeby zrobić zdjęcie, ale Basia otworzyła notatnik pierwsza. W środku nie było żadnych zwykłych zapisków. Na stronach ciągnęły się szeregi cyfr, skróty, równania i znaki, których nikt z nich nie potrafił od razu rozszyfrować. Między nimi pojawiały się nazwiska nauczycieli i daty. Tyle że daty nie zgadzały się z niczym, co znali.

— To nie ma sensu — mruknął Filip, przerzucając kolejną stronę.

Dopiero potem zauważyli szkice. Fragment schodów, kawałek starego holu, okno z przekrzywioną kratą, a nawet plan korytarza, który wyglądał znajomo, choć jakby trochę inny niż ten, po którym chodzili codziennie. Każdy rysunek miał obok mały znak, jakby prowadził do następnego.

Basia przełknęła ślinę. — Ktoś to układał jak łamigłówkę.

W tej samej chwili światło nad nimi zamigotało. Najpierw raz, potem drugi. Komputery przygasły, a sala na moment zatonęła w ciemności. Gdy lampy wróciły, na monitorze najbliższego stanowiska pulsował już czarny komunikat na białym tle: „Jeśli czytasz ten notatnik, czas już się rozpoczął”.

Przez sekundę nikt się nie poruszył. Potem z głębi zamkniętej szafki serwerowej dobiegło ich krótkie, metaliczne kliknięcie. Lena odwróciła głowę tak gwałtownie, że aż opadły jej włosy na twarz. Za szklanymi drzwiami serwerowni coś błysnęło, jakby ktoś przed chwilą przesunął się w półmroku.

— Powiedzcie, że to widzieliście — szepnęła.

Nikt nie odpowiedział. Filip tylko mocniej ścisnął krawędź notatnika, a Basia cofnęła się o krok. Na jednej z ostatnich stron, której wcześniej nie zauważyli, pojawił się cienki rząd cyfr, zakończony strzałką w kierunku drzwi.

Lena uniosła wzrok i już wiedziała, że nie wyjdą stąd, dopóki nie sprawdzą, kto zostawił ten notatnik i dlaczego szkoła właśnie teraz odpowiedziała na jego otwarcie.