Kod w bibliotece

Lena, Tomek i Wiktor znajdują w szkolnej bibliotece tajemniczy zapis ukryty w książkach. Każda wskazówka prowadzi ich bliżej czegoś, co nie powinno tam czekać.

Dzwonek na przerwę przetoczył się przez korytarze Szkoły Podstawowej nr 17 jak fala. Drzwi klas trzaskały, ktoś śmiał się zbyt głośno, ktoś inny pędził po schodach, a wszystko mieszało się w jeden szkolny hałas. Lena czekała przy tablicy ogłoszeń, stukając palcami o tornister. Po chwili dołączyli do niej Tomek i Wiktor.

Konkurs matematyczny miał być za tydzień. Niby zwykła sprawa, a jednak każdy z nich udawał, że nie zależy mu bardziej niż powinno. Tego dnia jednak nie przyszli tu po wzory ani po dodatkowe zadania. Mieli zupełnie inny plan.

Biblioteka była jednym z niewielu miejsc w szkole, gdzie można było na chwilę zniknąć. Cisza miała tam swój własny ciężar, a regały ciągnęły się tak, jakby ktoś chciał nimi zasłonić coś ważnego. Pani Barbara podniosła wzrok znad biurka, kiedy weszli, i tylko lekko się uśmiechnęła.

– Szukacie czegoś do projektu? – zapytała cicho.

– Mniej więcej – mruknął Tomek.

Wiktor już przeciskał się między półkami, a Lena ruszyła za nim. Ostatnio do biblioteki trafił nowy dział z dziwnie brzmiącym napisem „Książki nieoczywiste” i właśnie tam, między grubymi tomami o historii miasta, Lena zauważyła małą zieloną książeczkę. Nie miała tytułu. Grzbiet był gładki, jakby ktoś specjalnie usunął z niego wszystko, co mogło zdradzić zawartość.

Wyciągnęła ją ostrożnie.

– Zobaczcie to – szepnęła.

W środku nie było ani opowieści, ani ilustracji. Na stronach widniały tylko krótkie zapisy: 12F-7, 21A-3, 15D-11. Zamiast zwykłego druku ktoś wpisał je cienkim, pochyłym pismem, jakby spieszył się i jednocześnie bardzo uważał, żeby nikt nie zauważył.

Wiktor zmrużył oczy.

– To wygląda jak kod.

Zaczęli przeszukiwać półki obok. Na marginesach kilku książek znaleźli kolejne oznaczenia, ledwo widoczne, zapisane ołówkiem. Każde było inne, ale razem układały się w coś, co musiało prowadzić dalej. Lena porównywała numery z sygnaturami na grzbietach książek, Tomek sprawdzał rzędy od dołu, a Wiktor liczył półki i szeptał pod nosem, jakby bał się spłoszyć odpowiedź.

Wreszcie Lena zamarła.

– 12F-7 pasuje tutaj – powiedziała. – Siódma książka od końca.

Wsunęła dłoń między grzbiety. Coś zaszeleściło. Po chwili wyciągnęła niewielką kopertę, tak cienką, jakby leżała tam od lat. Jej serce waliło tak mocno, że przez moment nie słyszała niczego poza własnym oddechem.

W środku była kartka z jednym zdaniem: „Jeśli czytasz to, wiesz już, gdzie szukać, ale czas działa przeciwko wam. Kolejny krok czeka w sali 204.”

Tomek pobladł.

– Sala 204? Przecież tam od dawna nikt nie chodzi. To ta stara klasa na końcu korytarza.

Lena spojrzała na niego, potem na Wiktora. Przez ułamek sekundy wszyscy troje milczeli. Za szybą biblioteki ktoś przebiegł, ale w środku nadal panowała ta sama ciężka cisza.

Wiktor uśmiechnął się nagle, zbyt szeroko jak na tę chwilę.

– To właśnie jest ciekawe.

Nie zdążyli już odpowiedzieć. Schowali kartkę, wyszli z biblioteki i ruszyli w stronę sali 204, mijając coraz ciemniejszy fragment korytarza. Drzwi stały uchylone.

Lena popchnęła je tylko o centymetr.

W środku coś błysnęło.

A zaraz potem zza starej szafy dobiegł ich cichy, chrapliwy szelest, po którym z mroku wychyliła się czyjaś twarz.