W opuszczonej stacji metra Szczęśliwice w Warszawie Hania, Majka i Szymon znajdują urządzenie, które uruchamia portal do nieznanego świata.
Pod Warszawą istniało miejsce, którego nie było na żadnej mapie dla zwykłych ludzi. Opuszczona stacja metra Szczęśliwice tonęła w ciszy tak głębokiej, że każdy krok odbijał się od ścian jak ostrzeżenie. Od lat nikt tu nie zjeżdżał, a jednak tego wieczoru między zardzewiałymi torami i popękanymi kafelkami szli Hania, Majka i Szymon, wpatrzeni w plamy światła z latarek.
Przyszli tu dla legendy o graffiti, które podobno zmieniało się po zmroku. W liceum krążyły o nim całe historie, ale teraz najważniejsze były nie opowieści, tylko to dziwne napięcie w powietrzu. Jakby stacja oddychała. Jakby coś jeszcze chodziło po pustych korytarzach, zanim oni odważyli się wejść.
— Ktoś tu był niedawno — szepnął Szymon, zatrzymując się przy wilgotnych śladach na betonowej posadzce.
— Albo coś — mruknęła Majka, mocniej ściskając latarkę.
Hania już miała odpowiedzieć, kiedy dostrzegła błysk pod jedną z ław. Pochyliła się pierwsza. Leżał tam przedmiot wielkości dłoni, srebrny i chłodny, z trzema cienkimi igłami zamiast jednej oraz znakami tak drobnymi, że wyglądały jak zapisane przez kogoś, kto nie znał ludzkiego alfabetu.
— To jest kompas? — spytała cicho.
Szymon zdążył tylko wyciągnąć rękę.
Gdy dotknął urządzenia, igły zadrżały, potem szarpnęły się gwałtownie i zaczęły wirować tak szybko, że niemal zniknęły. Z wnętrza kompasu popłynął niski, pulsujący dźwięk. Betonowa ściana naprzeciw nich rozjarzyła się bladym światłem, rozstąpiła jak tafla wody i nagle otworzyła się w niej świetlista brama.
Po drugiej stronie nie było tunelu ani ciemności. Było miasto. Wysokie wieże błyszczały nad ziemią, a między nimi przesuwały się świetlne linie i geometryczne konstrukcje, których nie dało się pomylić z niczym znanym.
Hania cofnęła się o krok, ale nie mogła oderwać wzroku od portalu. Majka wstrzymała oddech. Szymon ścisnął kompas mocniej, jakby urządzenie właśnie wybrało jego.
Wtedy z drugiej strony odezwał się głos. Cichy, spokojny i dziwnie bliski.
— Jeśli jesteście gotowi, wejdźcie. Czekamy na was...