Kosmate skarpetki pana Stefana

Pan Stefan ma skarpetki, które nigdy nie chcą siedzieć cicho. Gdy pewnego ranka jedna z nich wymyka się z domu, trzy ciekawskie kury wpadają w sam środek skarpetkowego zamieszania.

W małym domku na końcu ulicy Skarpetkowej mieszkał pan Stefan. W jego szufladzie leżały skarpetki tak dziwne, że nawet mucha na parapecie zatrzymywała się, żeby popatrzeć. Jedna była zielona w kropki, druga czerwona w paski, a wszystkie miały na palcach mięciutkie, włochate pompony.

Najdziwniejsze było jednak to, że te skarpetki wcale nie lubiły leżeć parami. Rano pan Stefan szukał ich po całym domu. Raz znajdował je na kuchennym stole, raz pod poduszką, a raz nawet w lodówce, tuż obok słoika z dżemem malinowym.

Pewnego ranka pan Stefan postanowił założyć swoje najbardziej kosmate skarpetki: zielone, z żółtymi pomponami. Gdy wsunął je na stopy, poczuł takie łaskotanie, że aż zachichotał.

I wtedy usłyszał ciche chichotanie.

Pod łóżkiem leżała druga skarpetka. Jeszcze przez chwilę drżała ze śmiechu, a potem wyskoczyła jak piłeczka, przetoczyła się przez kapcie i pomknęła prosto na podwórko.

Na trawie siedziały trzy kury: Klementyna, Balbina i Jadzia. Wszystkie miały miny tak zdziwione, jakby właśnie zobaczyły latającą łyżkę.

Skarpetka zatańczyła przed nimi w kółko, zakręciła się na jednej pięcie i zrobiła piruet tak elegancki, że kury aż otworzyły dzioby.

I zanim pan Stefan zdążył pomyśleć, co się dzieje, kury ruszyły za skarpetką przez całe podwórko.

Przeskoczył przez grabie, potknął się o konewkę i wylądował prosto na stogu siana.

Kury śmiały się tak mocno, że aż podskakiwały im pióra. Skarpetka zniknęła gdzieś między kurzymi nogami, a po chwili wszystko ucichło.

Tylko że nie całkiem.

Z krzaka obok płotu wychyliło się coś kolorowego. Poruszyło się raz, drugi, potem jeszcze trochę...

I wtedy rozległ się cichutki szelest.