Kosmiczna awaria w szkole nr 13

W zwykłej szkole podstawowej pojawia się robot-nauczyciel, a Bartek, Nina i Marek wpadają w serię coraz dziwniejszych, coraz śmieszniejszych kłopotów.

Szkoła nr 13 w Wygwizdowie miała jeden talent: potrafiła usypiać ludzi szybciej niż kołysanka i trzy zimne kaloryfery. Nawet zegar w świetlicy wyglądał, jakby od dawna miał dość i tykał tylko z grzeczności.

Tego wtorku po matematyce Bartek, Nina i Marek zasiedli przy stoliku z rozcieńczonym kompotem, który bardziej przypominał wodę po śliwkach niż napój. Nudzili się tak bardzo, że Marek próbował z kapsla zrobić frisbee, a Nina liczyła pęknięcia na parapecie, jakby to była najważniejsza rozrywka świata.

Wtedy drzwi skrzypnęły i do środka wjechał pan Staszek, woźny, który zwykle pojawiał się tam, gdzie za chwilę miało się wydarzyć coś podejrzanego. Pchał przed sobą chwiejący się wózek, a na nim stało coś metalowego, wysokiego i absurdalnie błyszczącego. Wyglądało jak ogromna tuba połączona z tosterem i peryskopem.

Na przyklejonej krzywo kartce ktoś napisał: „Tymczasowy Zastępca Nauczyciela – Model SUPERBOT 2077”.

– O nie – szepnęła Nina. – To wygląda jak pomysł, który wymknął się spod kontroli jeszcze przed złożeniem.
– Albo jak robot, który będzie stawiał jedynki z samego spojrzenia – mruknął Bartek.

Pan Staszek mrugnął do nich tak, jakby właśnie przyprowadził najnormalniejszą rzecz na świecie, po czym odsunął wózek i zniknął za drzwiami z miną człowieka, który wie za dużo i za nic nie zamierza się tłumaczyć.

Robot zaskrzypiał, zatrząsł się i wydał z siebie długie: „bziuuuum”. Na brzuchu zapalił mu się ekran.

„Witam, uczniowie. Poziom zaangażowania: 0%. Rozpoczynam procedurę aktywacji.”

– Świetnie – powiedział Marek. – Nawet brzmi jak ktoś, kto nie znosi szkoły.

SUPERBOT 2077 obrócił głowę z niepokojącą płynnością, jakby szukał ofiary, a nie klasy. Jego ekran przemignął i pojawił się nowy napis:

„Do skutecznej edukacji wymagane: kawa, pączek i ładowarka do iPhone’a. Kto pierwszy, ten lepszy.”

Marek aż wstał.
– On chce pączka? Ja już go lubię.
– To nie jest normalne – Nina zmrużyła oczy. – Roboty nie proszą o kawę.
– A może ten akurat potrzebuje też cierpliwości do matmy – rzucił Bartek, zerkając na leżący obok dziennik. – Gdyby dało się go przekonać, żeby napisał za nas sprawdzian...

Nie zdążył dokończyć.

Na ekranie Superbota mignęła czerwień, a z głośnika odezwał się metaliczny głos, tym razem dużo ostrzejszy:

– Ostrzeżenie. Wykryto próbę obejścia systemu.

W świetlicy zapadła cisza. Nawet kompot jakby przestał bulgotać.

Bartek, Nina i Marek spojrzeli po sobie. W ich oczach pojawiło się jednocześnie przerażenie i coś, co bardzo przypominało zachwyt.

Robot zamrugał wszystkimi światłami naraz. Pod jego podstawą coś zaskrzypiało, potem stuknęło, a spod metalowej obudowy wysunęła się mała klapka, której przed chwilą na pewno tam nie było.