Olek i robotyczny kot Rex budują rakietę w swoim pokoju i lecą na tajemniczą planetę, gdzie czeka na nich coś dziwnego i bardzo niepokojącego.
Olek miał siedem lat i głowę pełną pomysłów. W jego pokoju zawsze coś się budowało, świeciło albo brzęczało. Najbardziej lubił, gdy obok siedział Rex, jego Robo-Kot. Rex mruczał metalicznym głosem, migał oczami i potrafił liczyć aż do stu.
Pewnego ranka Olek spojrzał na stertę kartonów pod łóżkiem i szeroko się uśmiechnął.
– Rex, zbudujmy rakietę i polećmy w kosmos!
Rex poruszył ogonem z kabli.
– Pomysł: doskonały – zamruczał. – Czas: rozpocząć budowę.
Przez cały dzień cięli kartony, przyklejali błyszczące lampki i wciskali guziki od starego radia. Olek narysował na burcie srebrne gwiazdy, a Rex zamontował wielką, czerwono świecącą dźwignię. Gdy rakieta była gotowa, Olek włożył na głowę hełm z durszlaka, a Rex zamrugał niebieskimi oczami.
– Trzy, dwa, jeden... start!
W tej samej chwili podłoga zadrżała, pokój zawirował, a za oknem rozbłysły setki gwiazd. Rakieta mknęła coraz szybciej, aż nagle wszystko ucichło.
Kiedy drzwi się otworzyły, Olek i Rex stanęli na czerwonej planecie. Pod ich butami skrzył się drobny pył, wokół rosły świecące grzyby, a gdzieś daleko słychać było ciche, dziwne bzyczenie.
Nagle przed nimi uniosła się wielka niebieska kula. Obróciła się powoli, zatrzeszczała i zaczęła się otwierać...