Tajemnica stacji Orion III

Lena, Julek i Niko odkrywają na stacji kosmicznej dziwne zjawiska i ruszają sprawdzić, co zniknęło w sektorze 17.

Przez wielkie, panoramiczne okno stacji kosmicznej Orion III widać było Saturna z pierścieniami jaśniejącymi jak rozrzucony pył światła. Stacja płynęła wokół planety tak cicho, że czasem wydawało się, iż w ogóle się nie porusza.

W centrum kontroli Lena, Julek i Niko siedzieli na podłodze między pulpitami, przerzucając się modelem rakiety i podjadając liofilizowane lody. Zwykle było tu gwarno: śmigały roboty serwisowe, mrugały ekrany, a w interkomie ktoś coś meldował. Tego dnia panowała jednak cisza tak gęsta, że nawet ich śmiech brzmiał zbyt głośno.

Lena pierwsza uniosła głowę. Jej palce zamarły nad panelem komunikacyjnym. "Słyszycie?" szepnęła. "Coś jest nie tak."

Julek odłożył rakietę i zmrużył oczy. Na głównym ekranie kilka ikon pulsowało na czerwono. Jedna po drugiej. "Sektor 17 nie odpowiada" - powiedział, a w jego głosie pojawiło się coś, czego zwykle u niego nie było: niepokój. "To laboratoria."

Niko w jednej chwili spoważniał. Przesunął palcem po mapie stacji i zatrzymał go przy oznaczonym na zielono module. "Tam pracuje tata. Nad nową rośliną tlenową" - wyszeptał.

Przez moment nikt się nie odezwał. Potem Lena wstała tak szybko, że krzesło stuknęło o podłogę. "Bierzemy latarki. I zestaw narzędzi."

Korytarze Orion III były zwykle jasne i pełne szmerów, ale teraz ich światła migotały nierówno, jakby stacja mrugała z wysiłku. Automatyczne drzwi otwierały się z opóźnieniem, a każdy kolejny zakręt wydawał się dłuższy od poprzedniego. Nawet ich własne kroki brzmiały obco.

Im bliżej sektora 17, tym chłodniejsze stawało się powietrze. Niko zacisnął dłonie na latarce. Julek szedł pierwszy, starając się wyglądać odważnie, choć co chwila zerkał na ciemne wnęki między ścianami.

Wtedy Lena zatrzymała się gwałtownie.

Na srebrnej podłodze, tuż przed starym włazem technicznym, ciągnęły się cienkie, świecące na fioletowo ślady. Nie przypominały żadnych odcisków butów ani kółek robota. Prowadziły prosto do zamkniętej klapy.

"To nie są ludzkie ślady" - szepnął Julek.

Niko podszedł bliżej i przykucnął przy włazie. Na jego krawędzi coś lekko drżało, jakby po drugiej stronie ktoś oddychał. "Ktoś tam wszedł" - powiedział cicho. "Albo coś."

Lena uniosła latarkę, a światło przesunęło się po zarysowanych śrubach i po fioletowym blasku, który nagle mocniej zapulsował. Właz zaskrzypiał.

Potem otworzył się sam.