Na odległej stacji badawczej Pulsar załoga odbiera sygnał, którego nie powinno być. Chwilę później stacja zaczyna reagować tak, jakby ktoś obcy był już na pokładzie.
Stacja badawcza Pulsar wisiała na skraju Mgławicy Oriona jak samotny, podświetlony punkt zawieszony nad pustką. Dalej nie było już regularnych szlaków ani bezpiecznych tras, tylko ciemność, pył i coś, czego żaden z mapujących modułów nie potrafił nazwać. Nela stała przy pancernej szybie i patrzyła, jak wokół kadłuba przesuwają się odłamki lodu, zbyt wolne, by wyglądać groźnie, a jednak niepokojąco bliskie. W sterowni za jej plecami Olek przeglądał kwantowy dziennik pokładowy, z tą samą upartą miną, z jaką zwykle próbował znaleźć błąd tam, gdzie wszyscy inni widzieli już awarię.
Na Pulsarze pracowało tylko sześć osób i każda z nich znalazła się tu z innego powodu. Nela nie znosiła ciszy, więc wybrała miejsce, w którym nawet milczenie miało własny pogłos. Olek uciekł z Ziemi, zanim zdążyła go dopaść rutyna. Doktor Qiang zamykał się godzinami nad egzotycznymi cząstkami, jakby w ich drganiach słyszał coś ważniejszego niż reszta załogi. Zoe i Zara prowadziły systemy podtrzymywania życia z precyzją, której można było pozazdrościć. A Marek, najmłodszy i najbardziej nieprzewidywalny z nich wszystkich, potrafił godzinami gadać do radia tak, jakby po drugiej stronie siedział ktoś, kto rozumie go lepiej niż ludzie.
Tego wieczoru coś było nie tak już od pierwszej minuty dyżuru. Powietrze w korytarzach wydawało się cięższe, światła przygasały o ułamek sekundy za wolno, a Pulsar odpowiadał na polecenia z ledwo wyczuwalnym opóźnieniem, jakby nasłuchiwał. Nagle na głównym monitorze pojawił się pulsujący znak: ciąg liczb zmieniających się tak szybko, że po chwili zaczynały boleć od nich oczy.
Chłopak uniósł wzrok znad dziennika. Przez chwilę milczał, jakby sprawdzał nie tyle zapis, ile własną pamięć.
Marek niemal wyrwał mu terminal z rąk. Wpisał kilka komend, potem kilka następnych, coraz szybciej. Na ekranie zaczęły wyskakiwać linie kodu, których nikt z nich nie instalował, a które mimo to zachowywały się tak, jakby znały strukturę stacji od środka.
Ktoś musiał wejść do sieci - mruknęła Zoe.
Albo sieć sama kogoś wpuściła - dodała Zara, bez odrywania wzroku od mapy systemów.
Marek zatrzymał się nagle, tak gwałtownie, że aż cofnął ręce od klawiatury.
W sterowni zapadła cisza. Tylko monitor pulsował coraz mocniej, jakby coś po drugiej stronie przyspieszało oddech.
Marek spojrzał na odczyt i pobladł.
W tej samej chwili z głębi korytarza dobiegł głuchy huk. Światła szarpnęły się i zgasły na sekundę, po czym wróciły w czerwonym trybie awaryjnym. Alarm zawył tak nagle, że aż zabolały od niego uszy. Przez metalowe ściany przetoczył się niski, obcy dźwięk, jakby coś ciężkiego przesunęło się po kadłubie od zewnątrz.
Nela chwyciła latarkę.
A kiedy drzwi sterowni zaczęły się otwierać, na ich krawędzi zamigotał ten sam pulsujący znak, którego nikt z nich nie powinien był znać.