Księga Elarionu

W deszczu, pod sklepieniem Starej Biblioteki Elarionu, troje przyjaciół trafia na księgę, której nie ma w katalogach. A kiedy ją otwierają, biblioteka budzi się do życia.

W samym sercu Zmierzchowego Miasta stała Stara Biblioteka Elarionu, budowla, o której mówiono szeptem nawet wtedy, gdy wokół panował gwar. Jej mury porastał bluszcz tak gęsty, że zdawał się oddychać razem z kamieniem, a dwa gryfy przy wejściu tkwiły nieruchomo od tylu lat, iż niektórzy przysięgali, że nocą słyszą, jak zmieniają pozycję skrzydeł. Po zmroku biblioteka nie wyglądała jak miejsce dla ludzi, tylko jak coś, co cierpliwie czeka.

Tego wieczoru padało tak mocno, że ulice świeciły od wody jak ciemne lustra. Lena przyszła pierwsza, z kapturkiem przesiąkniętym deszczem i tą samą niebezpieczną ciekawością w oczach, która pchała ją zawsze tam, gdzie inni woleli nie zaglądać. Dawid zjawił się chwilę później, z mokrą torbą przewieszoną przez ramię i miną kogoś, kto tylko udaje, że to zwykła wizyta. Nadia przyszła ostatnia, spokojna na pozór, lecz z napięciem ukrytym głęboko pod skórą; od tygodni była pewna, że w Elarionie nie chodzi wyłącznie o stare książki.

Wnętrze biblioteki przyjęło ich chłodem i zapachem papieru, kurzu oraz czegoś jeszcze, trudnego do nazwania, jakby między regałami osiadła pamięć wielu wieków. Wysokie półki ginęły w półmroku, drewniane schody skrzypiały przy każdym kroku, a cisza nie była tu pusta. Miała własny ciężar.

Przeszli między alejkami niemal bez słowa, nasłuchując deszczu bębniącego o szyby. Lena zatrzymała się nagle przy najdalszym regale, tam, gdzie katalogi kończyły się na słowie „zaginione”. W cieniu, częściowo zasłonięta przez zwisający bluszcz, stała księga, której nie powinno tam być. Ciemnozielona skóra okładki była gładka i zimna, a na grzbiecie wiły się srebrne znaki, jakby ktoś zaklął w nich ruch płomienia.

– To nie ma prawa tu stać – wyszeptała Lena.

Dawid zmrużył oczy, ale nie podszedł od razu. – Może ktoś ją źle odłożył.

Nadia już wiedziała, że to kłamstwo, choć nikt jeszcze nie wypowiedział prawdy na głos. Gdy Lena dotknęła okładki i uniosła ją z półki, po palcach przeszedł jej dreszcz. Księga otworzyła się sama, bez oporu, a z jej wnętrza wypłynął cienki strumień srebrnego pyłu. Litery nad stroną uniosły się w powietrze i zaczęły krążyć, układając się w znaki, których nikt z nich nie potrafił przeczytać, a mimo to wszyscy rozumieli, że to wezwanie.

Wtedy rozległ się metaliczny zgrzyt.

Jedna z postaci gryfów przy drzwiach poruszyła łbem. Kamienne pazury zadźwięczały o posadzkę, jakby posąg próbował wyrwać się z własnego ciała. Dawid cofnął się o krok. Lena zacisnęła dłonie na księdze. Nadia odruchowo spojrzała na podłogę, gdzie spod desek zaczęły wyłaniać się świetliste runy, jedna po drugiej, tworząc krąg wokół nich.

Światło w sali przygasło.

Drzwi za ich plecami zatrzasnęły się z głuchym hukiem, a z głębi biblioteki dobiegł niski, przeciągły szmer, jakby ktoś właśnie przewrócił kolejną stronę. Lena podniosła wzrok na pozostałych, gdy srebrne znaki na otwartej księdze nagle ułożyły się w jedno zdanie, pulsujące bladym blaskiem.

I wtedy na stronie pojawiło się ich troje imion.