Trzynastoletnia Lena znajduje po lekcjach tajemniczą księgę ukrytą w szkolnej klasie. Gdy magia budzi się do życia, zwykły wieczór zmienia się w coś, czego nie da się już cofnąć.
Wiatr uderzał w szyby starej szkoły, a park za oknem tonął już w czerni. Lena została po lekcjach niby za karę, niby z własnej woli, żeby domyć podłogę w sali i odnieść krzesła na miejsce. Nie przeszkadzała jej cisza, tylko to dziwne uczucie, że budynek po zmroku oddycha inaczej niż za dnia.
Kiedy schyliła się po kartkę zmiętą pod ławką, jej palce trafiły na coś twardego. Wyciągnęła spod mebla ciężką księgę w skórzanej oprawie. Zamek był zardzewiały, a okładkę pokrywały płytkie rysy, jakby ktoś przez lata próbował ją otworzyć i w końcu zrezygnował. Na środku srebrne litery układały się w tytuł: „Księga Zaginionych Zaklęć”.
Lena zawahała się tylko przez chwilę. Potem rozchyliła okładkę. Przez klasę przeciągnął lodowaty podmuch, choć żadne okno nie było otwarte. Strony zaszeleściły same, a zapisane na nich znaki drgnęły, jakby właśnie się obudziły. W progu mignął cień. Maks z równoległej klasy stał w półmroku i patrzył na nią szeroko otwartymi oczami.
„Co ty tam masz?” szepnął.
Nie zdążyła odpowiedzieć. Z wnętrza księgi wystrzeliło światło, blade i ostre jak księżyc na szkłach. Litery poderwały się z papieru i zawisły w powietrzu między nimi, wirując coraz szybciej. Maks cofnął się o krok, a Lena poczuła, jak serce podchodzi jej do gardła.
Wtedy drzwi klasy skrzypnęły powoli, choć nikt ich nie dotykał.