Portret spod lodu

Na Europie, pod lodową skorupą księżyca Jowisza, Maja i Natan trafiają na coś, co wygląda zbyt ludzko, by mogło istnieć. A potem stacja odzywa się głosem, którego nikt tam nie powinien znać.

Maja lubiła powtarzać, że przeniosła się na Europę dla przygody. Po kilku tygodniach w stacji badawczej ukrytej pod lodową skorupą księżyca Jowisza brzmiało to już mniej jak odważna decyzja, a bardziej jak żart, którego nikt nie chciał dokończyć.

Tego ranka stała w śluzie obok Natana i patrzyła przez wąskie okno na bezkres białej pustki. Nad horyzontem wisiał Jowisz, olbrzymi i nieruchomy, pomarańczowy jak rozżarzona rana na czarnym niebie. Pod ich stopami lodowe warstwy skrzypiały cicho, jakby coś ogromnego oddychało w ciemności.

Ich zadanie było rutynowe: zejść do odwiertu, pobrać próbki i sprawdzić, czy pod powierzchnią kryje się choć ślad życia. Rutyna skończyła się jednak w chwili, gdy detektory w podziemnym laboratorium zaczęły rejestrować ruch. Nie pojedynczy impuls. Serię regularnych, niemal świadomych sygnałów.

– Awaria czujników – mruknął Natan, wpatrując się w ekran, choć jego głos nie brzmiał już pewnie. – Tylko że… to się powtarza. Jakby coś odpowiadało.

Maja nie zdążyła nic powiedzieć. Wzdłuż ściany strefy wydobywczej przebiegła nowa szczelina, cienka jak włos, a z jej wnętrza sączył się blady zielonkawy blask. Nie był to odblask lamp ani odbicie aparatury. Światło płynęło spod lodu, spokojne i zimne, jak sygnał wysłany z miejsca, którego nie powinno tam być.

Natan ukląkł przy pęknięciu i wysunął kamerę na wysięgniku. Obraz pojawił się na tabletach po kilku sekundach, zaszumiony i poszarpany kryształkami lodu. Maja zobaczyła najpierw kształt, potem linię policzka, zamknięte oko, cienki łuk ust. Twarz. Nie rzeźbę, nie skałę, nie przypadkowy układ minerałów. Twarz, która wyglądała zbyt znajomo.

Zanim zdążyli się odezwać, światła w stacji przygasły, po czym zapaliły się na nowo ostrym, pulsującym błyskiem. Komunikatory na ich nadgarstkach zawibrowały jednocześnie. Wypełnił je obcy, metaliczny głos, czysty i spokojny, jakby odczytywał procedurę sprzed wieków.

– Uwaga. Obiekt aktywny. Proszę nie odchodzić od stanowisk.

Maja spojrzała na Natana. W zielonym świetle ich własne twarze wyglądały blado i obco. A pod ich stopami coś, co nie powinno istnieć na Europie, właśnie się obudziło.