Kuba odkrywa w swoim pokoju małe niebieskie drzwi prowadzące do świata chmur, latających wysp i dziwnych śmiechów. Razem ze Stefanem wchodzi w niezwykłą przygodę.
Kuba lubił swój pokój na poddaszu najbardziej wtedy, gdy padał deszcz. Siadał w miękkim fotelu i patrzył przez okno na wielkie, białe chmury, które płynęły nisko nad dachami.
Pewnego popołudnia coś mignęło za szafą. Najpierw tylko na chwilę, jak srebrna iskra. Kuba zmrużył oczy. Migotanie wróciło, tym razem wyraźniej.
Chłopiec odsunął szafę i aż otworzył buzię ze zdziwienia. W ścianie były małe drzwi, nie większe od jego pleców. Były niebieskie, z namalowanymi białymi obłokami. Na klamce siedział jego ulubiony pluszowy kot Stefan. Nagle zamruczał.
— Stefan, ty też to widzisz? — wyszeptał Kuba.
Kot zeskoczył na podłogę i spojrzał na drzwi tak, jakby czekał na ten moment od dawna. Kuba dotknął klamki. Drzwi otworzyły się cicho. Za nimi nie było pokoju. Była gęsta, miękka mgła i lekki, ciepły podmuch, który pachniał deszczem i czymś słodkim.
Stefan pierwszy wskoczył w biel. Zostawił po sobie ślad malutkich łapek. Kuba wziął głęboki oddech i wszedł za nim.
Po chwili stał już na puszystej wyspie z chmur. Wokoło unosiły się kolejne wyspy, a na nich rosły tęczowe kwiaty i drzewa wyglądające jak z waty cukrowej. Gdzieś bardzo blisko zadźwięczały dzwoneczki.
Nagle przed Kubą wynurzył się balonikowy statek. Ktoś w środku machał do niego ręką. Stefan nastroszył uszy i spojrzał w bok. Z jednej z chmurowych wysp dobiegł głośny głos:
— Kuba!...