Frania i Leon znajdują zaczarowany kuferek w Sercowym Lesie. W środku kryją się przedmioty, które budzą różne uczucia, a z głębi lasu dobiega tajemniczy dźwięk.
W Sercowym Lesie wszystko wyglądało trochę inaczej niż gdzie indziej. Liście na drzewach miały kształt serduszek, a między gałęziami tańczyły lekkie motyle. Rano trawa błyszczała od rosy, a powietrze pachniało mchem i kwiatami.
Frania szła powoli między drzewami, kiedy pod wielkim dębem zauważyła coś kolorowego. Pochyliła się i aż wstrzymała oddech. W trawie leżał stary kuferek, malowany w czerwone i złote wzory. Na wieczku błyszczał zamek w kształcie uśmiechu.
— Leon! Chodź szybko! — zawołała.
Jej najlepszy przyjaciel przybiegł po chwili, trochę zziajany, ale od razu uśmiechnął się szeroko. Oboje uklękli przy kuferku. Frania dotknęła chłodnego metalu, a Leon przytrzymał wieczko. Zamek kliknął cicho i kuferek otworzył się bez oporu.
W środku leżały rzeczy, jakich Frania jeszcze nigdy nie widziała: puszysta chmurka, małe lusterko, zielone piórko i szklany kamyk, który świecił niebieskim światłem. Gdy Frania musnęła chmurkę, od razu zrobiło jej się lekko i wesoło, jakby mogła skakać aż do nieba. Leon podniósł piórko i zachichotał, bo w brzuchu zaczęły go łaskotać śmieszne motylki.
W kuferku było coś jeszcze. Coś, czego nie dało się od razu zobaczyć, ale dało się poczuć. Wtedy z głębi lasu dobiegł cichy dźwięk, delikatny jak stukot dzwoneczków. Frania i Leon spojrzeli w tamtą stronę.
— Słyszałeś to? — szepnęła Frania.
Dźwięk powtórzył się, tym razem bliżej. Między pniami drzew zamigotało coś srebrnego, a ścieżka prowadząca w głąb lasu nagle zajaśniała. Leon zacisnął dłonie na kuferku.
I wtedy z mroku wysunęło się coś, czego nie potrafili nazwać ani Frania, ani Leon...