Las, który nigdy nie śpi

Trójka przyjaciół trafia do prastarego Lasu Dębowego, gdzie stare słowiańskie opowieści zaczynają brzmieć zbyt prawdziwie.

Kiedy Noemi po raz pierwszy usłyszała o Lesie Dębowym, wzruszyła ramionami. W XXI wieku nikt rozsądny nie szukał południc między paprociami ani nie wypatrywał rusałek nad bagnem. Legendy były dobre na długie wieczory, nie na prawdziwe życie.

Tego lata nawet ona zaczęła słuchać uważniej.

Wszystko przez babcię, która przyszła do szkoły z notesem pachnącym dymem i suszonymi ziołami. Mówiła cicho, ale tak, że w klasie zaraz robiło się dziwnie pusto i cicho, jakby ściany też przysłuchiwały się każdemu słowu. Opowiadała o pełni księżyca, o szeptach mokoszy pod starymi korzeniami i o samotnym dębie ukrytym głęboko w lesie. Twierdziła, że pod nim leży coś, czego ludzie od dawna już nie pamiętają.

Noemi nie była jedyną, którą to poruszyło. Bartek od razu zażądał dowodu, a Lena, choć udawała obojętną, wypytywała babcię o każdy szczegół. Troje przyjaciół z podstawówki postanowiło sprawdzić wszystko tej samej nocy.

Była Noc Kupały. W całej wsi płonęły ogniska, ktoś śpiewał przy rzece, ktoś puszczał wianki na wodę. Oni wymknęli się po cichu z latarkami i starą mapą, którą Bartek wygrzebał z szuflady dziadka. Ścieżka prowadziła coraz dalej, aż hałas wsi zniknął za plecami, a las zamknął się wokół nich jak mokra, ciemna ściana.

Najpierw umilkły ptaki. Potem nawet ich własne kroki zabrzmiały obco. Bartek próbował żartować, ale urwał w połowie zdania, kiedy między paprociami przemknęło zielonkawe światło. Na środku ścieżki korzenie splatały się w coś, co wyglądało jak brama. W jej cieniu stała sylwetka tak nieruchoma, że Noemi nagle poczuła lodowaty ucisk w żołądku.

Z głębi lasu dobiegł krótki, stłumiony śmiech. Nad koronami drzew wzniosły się dwie jasne kule, krążące wokół siebie jak żywe oczy.

Noemi usłyszała własne imię wypowiedziane szeptem tuż za plecami. Odwróciła się gwałtownie, ale zobaczyła tylko ciemność.

W tej samej chwili wszystkie latarki zgasły.