Lila i zaczarowany kluczyk

Lila znajduje w lesie mały złoty kluczyk. Gdy bierze go do ręki, drzewa zaczynają szeptać, a za motylem prowadzi ją ścieżka w głąb tajemnicy.

Pewnego słonecznego poranka siedmioletnia Lila poszła na spacer do lasu za swoim domem. Lubiła ten las najbardziej na świecie, bo pachniał mchem, szumiał cicho liśćmi i krył w sobie tyle zakamarków, że każdy krok mógł przynieść coś niezwykłego.

Pod wielkim, starym dębem coś błysnęło między korzeniami. Lila przykucnęła i ostrożnie podniosła mały, złoty kluczyk. Był ciepły, jakby przed chwilą leżał na słońcu. Dziewczynka dopiero chciała go schować do kieszeni, gdy wokół niej zaszemrały gałęzie.

Podążaj za światłem, Lilo... — wyszeptały drzewa tak cicho, że aż przeszły ją ciarki.

Z gęstych liści wyfrunął nagle kolorowy motylek. Zamachał skrzydłami tuż przed jej nosem, zatoczył małe kółko i zatrzymał się nad wąską ścieżką między paprociami. Lila spojrzała na kluczyk, potem na motyla. Serce zaczęło jej bić szybciej. Ruszyła za nim coraz głębiej w las.

Im dalej szła, tym dziwniejsze dźwięki ją otaczały. Coś cichutko dzwoniło wysoko nad jej głową, a spod ziemi dobiegał miękki blask. Nagle między pniami zamigotały maleńkie światełka. To nie były robaczki. To były wróżki, lekkie jak pyłek i jasne jak gwiazdy.

Jedna z nich podleciała prosto do Lili i spojrzała na złoty kluczyk bardzo poważnie.

— Znalazłaś klucz do magicznych drzwi — szepnęła. — Ale czy odważysz się je otworzyć?

Lila odwróciła się powoli. Między korzeniami wielkiego drzewa naprawdę stały maleńkie drzwi. I właśnie wtedy z ich środka dobiegło ciche, niecierpliwe pukanie...