Mała Lila trafia na świecącą ścieżkę w lesie i spotyka skrzata, który prosi ją o pomoc. W Zaczarowanym Lesie Świetlików dzieje się coś dziwnego, a noc zaczyna mienić się tajemniczym blaskiem.
Był cichy, ciepły wieczór, kiedy Lila błąkała się po ogrodzie za domem. Powietrze pachniało trawą i kwiatami, a liście szumiały jak szeptem opowiadane sekrety.
Nagle coś zamigotało w trawie. Lila przykucnęła i zobaczyła maleńkiego świetlika. Mrugał do niej, jakby chciał coś powiedzieć. Potem uniósł się nad ziemię i poleciał w stronę lasu.
Lila ruszyła za nim. Między drzewami pojawiały się coraz to nowe świetliki. Jeden, drugi, trzeci. Wkrótce cała ścieżka zaczęła lśnić drobnymi, złotymi punkcikami, które prowadziły coraz głębiej w cień drzew.
Przy starym dębie coś zaszeleściło. Zza pnia wychylił się mały zielony skrzat. Miał kapelusz z żołędzia i oczy błyszczące jak rosa.
– Witaj, Lilo! – zawołał cicho. – Dobrze, że przyszłaś. W Zaczarowanym Lesie Świetlików wydarzyło się coś bardzo dziwnego.
Lila otworzyła szeroko oczy. Jeszcze nigdy nie rozmawiała ze skrzatem.
Skrzat zbliżył się o krok i szepnął jej coś do ucha. W tej samej chwili świetliki zawirowały w powietrzu, a las rozbłysnął tęczą.
Z głębi drzew dobiegł niski, nieznany dźwięk. Lila poczuła, że właśnie zaczyna się coś niezwykłego.