List od czasu

Piętnastoletni Alan znajduje w starej bibliotece list ukryty między stronami książki. Prowadzi go na strych, gdzie stoi zegar chodzący do tyłu i coś zaczyna się poruszać w ciemności.

Alan szedł przez mglisty środek miasta z plecakiem zsuniętym na jedno ramię i kopniakiem wybijającym rytm z drobnych kamyków pod butami. Zwykły czwartek. Zwykła droga po szkole. A jednak, zamiast wrócić do domu, skręcił w stronę starej biblioteki, tej przy rynku, którą większość ludzi omijała jak coś zbyt cichego, zbyt starego, zbyt niepotrzebnego.

Drzwi zaskrzypiały, kiedy je popchnął. W środku pachniało kurzem, papierem i wilgocią. Między wysokimi regałami panowała cisza tak gęsta, że Alan słyszał własny oddech. Promienie popołudniowego światła wpadały przez brudne okna i przecinały powietrze wąskimi smugami, w których tańczyły drobinki kurzu.

Lubił to miejsce właśnie za tę ciszę. Tutaj nikt niczego od niego nie chciał, nikt nie zaglądał mu przez ramię. Tutaj mógł zniknąć między książkami i udawać, że świat za drzwiami nie istnieje.

Pani Celina siedziała przy biurku jak zawsze, w grubych okularach i z miną kogoś, kto widzi więcej, niż mówi. Skinęła mu głową bez słowa. Alan odpowiedział tym samym i ruszył między półki, prosto do działu młodzieżowego. Palcami przesuwał po grzbietach tomów, aż zatrzymał się przy swoim starym znajomym: „Opowieści niesamowite”.

Wyciągnął książkę, otworzył ją na chybił trafił i z wnętrza wypadła złożona na cztery kartka. Alan zamarł. Rozejrzał się odruchowo, ale nikt nie patrzył. Pani Celina nadal siedziała za biurkiem, a w głębi sali nikt się nie poruszał.

Rozłożył kartkę ostrożnie.

„Jeśli to czytasz, to znaczy, że jesteś gotów zobaczyć świat, którego inni nie dostrzegają. Idź na strych po schodach za regałem i poszukaj zegara, który chodzi do tyłu.”

Serce uderzyło mu mocniej. Kto zostawia takie rzeczy w książce? Głupi żart? Pomyłka? A może ktoś naprawdę chciał, żeby to przeczytał? Alan odruchowo spojrzał w stronę biurka, potem z powrotem na list. Czuł, jak ciekawość zaczyna wygrywać z rozsądkiem.

Za ostatnim regałem faktycznie były wąskie, drewniane schody, ukryte tak dobrze, że nigdy wcześniej ich nie zauważył. Skrzypiały pod każdym krokiem. Na górze uderzył go zapach starego drewna i czegoś jeszcze, czego nie umiał nazwać: jakby chłodu zmieszanego z napięciem.

Strych był pełen zakurzonych skrzyń, starych ram i rzeczy, które dawno przestały być komuś potrzebne. Na środku, na niskiej skrzynce, stał zegar z wahadłem. Jego wskazówki przesuwały się powoli, ale nie do przodu. Wstecz.

Alan zrobił krok bliżej. Gdy dotknął chłodnej obudowy, po całym ciele przebiegł mu dreszcz. W tej samej chwili z jednego z ciemnych kątów dobiegł cichy szelest, a coś w mroku poruszyło się wyraźnie, jakby właśnie się obudziło.