List od nieznajomego

Na moim biurku pojawił się list bez znaczka i bez adresu zwrotnego. Ktoś kazał mi przyjść o zachodzie słońca pod stary dąb. Nie wiedziałem, czy to zaproszenie, czy przynęta.

Rano na moim biurku leżała szara, lekko pognieciona koperta. Nie miała znaczka ani adresu zwrotnego, a jednak wyglądała tak, jakby ktoś położył ją tam bardzo ostrożnie, kiedy spałem.

Przez chwilę tylko patrzyłem na nią, czując, jak serce bije mi szybciej. W domu było cicho. Nawet nasz kot, Figa, który zwykle wszędzie się wciskał, siedział przy drzwiach i wpatrywał się w kopertę z dziwnie napiętym ogonem.

W końcu rozdarłem brzeg i wyjąłem kartkę. Pismo było równe, staranne, obce.

Nie rozmawiaj z nikim o tym liście. Przyjdź dziś o zachodzie słońca pod stary dąb na skraju lasu. Czekam. To ważne.

Przełknąłem ślinę i znów zerknąłem przez okno. Stary dąb rzeczywiście było widać z mojego pokoju, ciemny i nieruchomy na wzgórzu, jakby pilnował czegoś ukrytego między gałęziami.

Ktoś wiedział, gdzie mieszkam. Ktoś wiedział, że ten list na pewno trafi do moich rąk.

Ścisnąłem kartkę tak mocno, że zagięła mi się na środku.

Do zachodu słońca zostało jeszcze kilka godzin. Wystarczająco dużo czasu, żeby się zastanowić.
Wystarczająco mało, żeby się wycofać.