Ola odkrywa w swoim pokoju małe, kolorowe drzwi. Gdy je otwiera, trafia do świata pełnego cudów, ale ktoś albo coś już tam na nią czeka.
W deszczowe popołudnie Ola siedziała na dywanie w swoim pokoju i budowała wieżę z klocków. Za oknem stukały krople, a w środku było cicho, aż nagle Ola podniosła głowę. W ścianie, tuż obok regału, pojawiły się małe drzwi. Czerwone, w żółte kropki. Jakby ktoś je przed chwilą namalował.
Na klamce wisiał maleńki dzwoneczek. Ola podeszła bliżej. Gdy dotknęła metalu, dzwoneczek zadźwięczał cichutko: dzyń. Zza drzwi dobiegł ją śmiech. Lekki, miękki, zupełnie niepodobny do śmiechu mamy ani taty.
Pluszowy królik siedział obok niej, jakby też nasłuchiwał. Ola przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech i otworzyła drzwi. Za nimi rozbłysnął świat tak kolorowy, że aż zmrużyła oczy: nad zielonymi drzewami z cukierków szybowały ryby, a wielka błękitna kałuża poruszyła się jak żywa.
Ola zrobiła krok do przodu. Wtedy z głębi tego dziwnego miejsca dobiegł szept: „Kto tu jest?”