W kuchni Pani Basi stoi stary niebieski kredens. Mieszkają w nim gadatliwe przedmioty, a pewnego dnia Hania i Jaś słyszą z niego tajemnicze wołanie.
W kuchni Pani Basi zawsze pachniało drożdżowym ciastem i ciepłym mlekiem. Przy ścianie stał wielki, błękitny kredens. Był stary, skrzypiał przy otwieraniu i miał krzywe, złote gałki. Hania i Jaś lubili na niego zerkać, ale nigdy nie zaglądali zbyt głęboko.
Tego dnia babcia Basia wyszła do ogrodu po pietruszkę, a słońce narysowało na podłodze jasne paski. Nagle z kredensu dobiegł cieniutki głos:
– Ej! Czy ktoś nas słyszy?
Hania aż wstrzymała oddech. Jaś ścisnął brzeg stołu tak mocno, że pobielały mu palce.
– Słyszysz to? – szepnęła Hania.
Z kredensu odezwało się kolejne tupnięcie, potem delikatne brzęknięcie. Srebrna łyżeczka wysunęła się z miseczki i zakołysała na brzegu talerzyka.
– Ciszej! – zapiszczała. – Jeśli się obudzą, będzie za późno.
– Kto się obudzi? – spytał Jaś, ale jego głos zabrzmiał bardzo mało odważnie.
Wtedy filiżanka z niebieskimi kwiatkami podskoczyła tak wysoko, że prawie spadła z półki.
– Zegar zniknął! – zawołała. – A za najniższą szufladą coś się rusza!
Hania i Jaś spojrzeli na siebie szeroko otwartymi oczami. Kredens znów skrzypnął, jakby sam chciał coś powiedzieć. Z ciemnej szczeliny pod szufladą dobiegło ciche, dziwne stukanie.