Mapa pokoju 312

W internacie Lena, Adam i Maks znajdują mapę prowadzącą do miejsca, którego nie ma na planie budynku. Potem pojawia się klucz, druga mapa i pukanie o złej porze.

W internacie zwykle noc była tylko nocą: skrzypienie korytarza, trzask rur, przytłumione kroki dyżurnego. Tego wieczoru pokój 312 miał jednak własny rytm, jakby coś pod podłogą czekało na odpowiedni moment.

Lena upuściła książkę na dywan. Grzbiet uderzył głucho, a z rozchylonych stron wysunęła się pożółkła kartka. Zawisła przez chwilę w powietrzu, po czym opadła między łóżka. Lena podniosła ją pierwsza.

— To nie jest zakładka — powiedziała cicho.

Na kartce ktoś narysował plan internatu, ale nie taki, jaki wszyscy znali. Korytarze były przesunięte, schody kończyły się w ścianie, a przy ich pokoju widniał cienki, nerwowy odręczny napis: „Nie-szuflada”.

Maks zmrużył oczy. — Żart? Kto w ogóle podpisuje coś takim słowem?

Adam wziął kartkę do ręki i od razu zbladł. — Tylko że… tu naprawdę nie ma żadnej szuflady.

Przez chwilę nikt się nie odezwał. Za oknem wiatr szarpał gałęziami, a na korytarzu zapadła taka cisza, jakby cały internat nagle wstrzymał oddech. Lena spojrzała na starą komodę stojącą pod ścianą. Od dawna służyła bardziej jako półka niż mebel, nikt niczego w niej nie trzymał, nikt też jej nie otwierał.

Mimo to coś przyciągnęło jej wzrok: wąska szczelina tuż przy podłodze.

— Poczekaj — szepnął Adam, ale Lena już przykucnęła.

Paznokciem zaczepiła o niewidoczny uchwyt. Szuflada ustąpiła z oporem, jakby od lat nikt nie próbował jej ruszyć. Drewniane prowadnice jęknęły cicho, a z wnętrza uniósł się zapach kurzu i czegoś jeszcze, metalicznego, chłodnego.

W środku leżał srebrny klucz i druga mapa, złożona w ciasny prostokąt.

Maks wyciągnął szyję. — No dobrze. Teraz robi się naprawdę dziwnie.

Lena rozłożyła nową kartkę. Tym razem linie prowadziły nie do ich piętra, lecz niżej, pod miejsca, których nie było na żadnym planie szkoły. Na odwrocie widniał tylko jeden zapisany ręcznie wers:

„Kiedy zegar wybije trzynastą, idźcie za wskazówką”.

— Trzynastą? — Adam spojrzał na zegar nad drzwiami. — To przecież bez sensu.

W tej samej chwili wiatr uderzył w okno tak mocno, że szyba zadźwięczała. Lena ścisnęła klucz w dłoni. Z korytarza dobiegł odgłos, którego nie dało się pomylić z niczym innym.

Ciche pukanie do drzwi pokoju 312.