Maskarada Alchemików

Siedemnastoletnia Lena znajduje w szkolnej bibliotece tajemniczy list i trafia na nocne spotkanie młodych magów, gdzie obowiązują zasady, o których nikt oficjalnie nie mówi.

Deszcz stukał o szyby starej biblioteki tak gęsto, jakby chciał się do niej dobrać. Lena stała między wysokimi regałami, udając, że szuka książki do referatu z algebry, choć tak naprawdę chciała tylko przeczekać popołudnie w ciszy. Szkolne korytarze po lekcjach zawsze wydawały jej się zbyt głośne, a tutaj pachniało kurzem, mokrym papierem i czymś jeszcze, czego nie umiała nazwać.

To coś przyciągnęło jej wzrok do cienkiego, bezimiennego tomu wciśniętego między „Alchemię Praktyczną” a „Teorię Chaosu”. Wyjęła go ostrożnie. Na kartach widniał równy, drobny charakter pisma, a na ostatniej stronie ktoś wsunął złożony na cztery list. Lena zawahała się tylko przez chwilę. Potem rozwinęła papier.

Przyjdź dziś o północy na dach szkoły. Niech zapach kadzidła poprowadzi cię przez mgłę. Przynieś coś, czego boisz się stracić.

Przez resztę dnia ten zapis nie dawał jej spokoju. Kto zostawia takie wiadomości w szkolnej bibliotece? Żart? Próba? A może coś, o czym krążyły tylko urwane plotki, te same, które nauczyciele ucinali w pół słowa, gdy pojawiał się temat starych skrzydeł i zamkniętych sal na poddaszu?

Noc przyszła zbyt szybko. Lena wymknęła się z domu, zanim zdążyła się rozmyślić. Mgła leżała nisko nad ulicami, a latarnie rozcinały ją słabymi, żółtymi kręgami. W kieszeni ściskała srebrną zawieszkę po babci. Była mała, chłodna i jedyna rzecz, której naprawdę nie chciała zgubić.

Na dachu szkoły nie była sama. Kilkoro młodych ludzi stało w półkolu przy świecach ustawionych na mokrych płytach. Nie znała ich wszystkich, a jednak twarze kilku wydawały jej się niepokojąco znajome, jakby widziała je kiedyś we śnie. Jedna z dziewczyn w długim płaszczu wyciągnęła do niej niewielką fiolkę z błękitnym płynem.

Wypij. Zobaczysz to, co ukryte przed zwykłymi oczami.

Dym z kadzidła przeciął mgłę cienkimi smugami. Lena poczuła, że jeśli teraz cofnie rękę, wszystko się skończy. Jeśli nie, wejdzie w coś, z czego nie da się już wrócić do zwykłej szkoły, zwykłych lekcji i zwykłych kłamstw. Uniosła fiolkę do ust, a w tej samej chwili jeden ze stojących w półcieniu chłopców odwrócił się gwałtownie w jej stronę i szepnął: „Za późno. Oni już wiedzą, że przyszłaś.”