Załoga Promienia Poranka odbiera sygnał z wnętrza mgławicy Kolumba, której nikt nie chce badać. Im głębiej wchodzą, tym bardziej granica między ostrzeżeniem a zaproszeniem się zaciera.
Promień Poranka przesuwał się przez ciemność niemal bezdźwięcznie, jakby sam kosmos wstrzymywał oddech na jego widok. W panoramicznym oknie płonęła mgławica Kolumba: rozedrgana, srebrzysto-fioletowa, piękna w sposób, który bardziej niepokoił niż zachwycał. Kapitan Lena Nowak stała przy fotelu dowodzenia z rękami splecionymi za plecami, a na mostku słychać było tylko ciche bzyczenie konsol i krótkie, urywane komunikaty systemów.
Janek pochylał się nad panelem diagnostycznym z miną człowieka, który najpierw nie dowierza własnym oczom, a potem zaczyna żałować, że jednak uwierzył. Nora, astrobiolożka, śledziła oscylujące linie na ekranie tak uważnie, jakby mogła samym spojrzeniem wydobyć z nich sens. Armin siedział przy sterach nieruchomo, z dłonią zawieszoną nad manetką korekty kursu. Przez ostatnie tygodnie wszystko było aż za bardzo przewidywalne: skany, mapy, korekty trajektorii, kolejne puste układy i kolejne rozczarowania. Aż do tej chwili.
– Kapitanie – odezwał się Janek, a jego głos zabrzmiał zaskakująco sucho. – Mamy sygnał z wnętrza mgławicy.
Lena odwróciła się powoli.
– Zakłócenie?
– Nie. Powtarzalny wzorzec. Zbyt czysty, żeby był przypadkiem. I zbyt regularny, żeby pochodził od naturalnego źródła.
Nora już była przy nim. Przesunęła palcem po wykresie, zmrużyła oczy i na moment zesztywniała.
– To nie jest transmisja alarmowa – powiedziała cicho. – Brzmi raczej jak wezwanie. Albo… jak próba odpowiedzi na coś, czego jeszcze nie wypowiedzieliśmy.
Armin prychnął bez przekonania, ale nawet on nie odwrócił wzroku od mgławicy.
– To miejsce pożera elektronikę. Kamery, czujniki, łączność. Wchodzimy tam, jakbyśmy wpychali statek w otwarty ogień.
Lena nie odpowiedziała od razu. Sygnał pojawił się na ich ekranach znów, mocniejszy niż przed chwilą, jakby coś po drugiej stronie zorientowało się, że ma słuchaczy. Pulsował w równych odstępach, uderzał w mostek z uporczywością serca, którego nie powinno tu być.
– Jeśli ktoś tam jest, czeka na nas od bardzo dawna – powiedziała w końcu. – A jeśli to pułapka, chcę wiedzieć, kto ją zastawił.
Nie padł żaden sprzeciw. Janek odsunął dłonie od konsoli, Nora prostowała ramiona, Armin przesunął palce po sterach i skierował dziób statku ku świetlistej zasłonie. Promień Poranka wszedł w mgławicę ostrożnie, niemal z wahaniem. Kolory natychmiast zagęściły się wokół kadłuba, a na pulpitach zaczęły migotać pierwsze błędy. Z każdą sekundą sygnał stawał się wyraźniejszy, aż wreszcie przestał przypominać dźwięk.
Przypominał głos.
I wtedy wszystkie ekrany na mostku zgasły naraz, a tuż za panoramiczną szybą, w sercu świetlistej mgły, coś poruszyło się i otworzyło oczy.