Tajemniczy impuls rozbija spokój Aeris. Leandra, Aki, Iro i Malek ruszają ku opuszczonym hangarom, zanim źródło zakłóceń zniknie za chmurami.
Aeris wisiało nad światem jak stalowa wyspa zawieszona między niebem a pamięcią. Pod kopułą chmur migotały światła wież, wąskie mosty drżały od kroków i podmuchów wiatru, a ludzie przemykali nimi na skrzydłach-napędach, jakby nawet cisza musiała tu mieć własny rytm.
Leandra lubiła ten widok najbardziej po zmroku, kiedy miasto odbijało się w mlecznej toni chmur i wyglądało, jakby płynęło w pustce. Tego wieczoru spotkała się z Aki, Iro i Malekiem na tarasie widokowym nad wschodnim pierścieniem. Od miesięcy wracali do tej samej obsesji: zaginionych archiwów z czasów pierwszego lotu. Nie chodziło już tylko o legendę. Jeśli gdzieś istniał zapis o napędzie zdolnym wynieść człowieka dalej niż kiedykolwiek wcześniej, chcieli być pierwsi, którzy go odnajdą.
Nagle Aeris jęknęło.
Nie był to zwykły hałas instalacji ani echo burzy pod chmurami. To przeszył ich niski, metaliczny pomruk, który przebiegł przez konstrukcję miasta jak wstrząs przez kości. Światła przygasły jednocześnie na kilku poziomach, a po chwili z głośników dobiegł sygnał: krótkie, uporządkowane impulsy, zbyt równe, by były błędem. Zbyt świadome, by je zignorować.
Iro już miał komunikator przy twarzy. Jego palce poruszały się szybko, niemal nerwowo. Aki nachyliła się nad tabletem, śledząc zakłócenia w sieci miejskiej, które rozlewały się po planie jak ciemna plama. Malek odruchowo odsunął się od balustrady, kiedy jedna z wież w oddali zamigała i znów zgasła.
Leandra spojrzała w stronę północnego krańca Aeris. Nad opuszczonymi hangarami, gdzie od lat nikt nie zaglądał bez potrzeby, rozbłysła elektrycznie niebieska łuna. Nie przypominała żadnego znanego systemu oświetlenia. Raczej otwarcie czegoś, co nie powinno się otwierać.
W tej samej chwili miejskie mosty zaczęły przestawiać się same, blokując jedne przejścia i otwierając inne. Ruch na poziomach poniżej przyspieszył, jakby ktoś z góry próbował kierować ludźmi prosto w środek zakłócenia.
Aki nie odrywała wzroku od ekranu. - Albo ktoś właśnie chce, żebyśmy tam poszli.
To wystarczyło, by Leandra ruszyła pierwsza. Cała czwórka wcisnęła się w labirynt zmieniających się kładek, gasnących lamp i ostrych cieni rzucanych przez wieże. Im bliżej hangarów, tym sygnał stawał się wyraźniejszy, jakby pulsował już nie w głośnikach, ale pod skórą miasta.
Gdy dotarli do zamkniętej strefy, niebo nad nimi pociemniało na moment, choć chmury nie miały prawa tak szybko się poruszyć. Kryształowe dachy hangarów zadrżały, a z wnętrza dobiegł głos. Zniekształcony, metaliczny, ledwie ludzki.
Potem drzwi uchyliły się powoli, a z szczeliny wystrzeliła smuga niebieskiego światła, tak ostra, że wszyscy odruchowo zasłonili oczy.