Miasto pod Srebrnym Księżycem

Lena trafia na obrzeżach miasta na wieżę, której nie powinno tam być. Gdy w środku czeka na nią obcy chłopak, granica między rzeczywistością a wyobraźnią zaczyna się rozsuwać.

Lena mieszkała na obrzeżach miasta, tam, gdzie kamienice ustępowały miejsca pustym działkom, a latarnie gasły szybciej niż rozmowy na ulicy. Miała osiemnaście lat i lubiła te wieczory, kiedy świat tracił ostre krawędzie, a zwykłe rzeczy na moment wydawały się niepewne, jakby wystarczyło jedno spojrzenie, by zobaczyć w nich coś więcej.

Tamtego chłodnego wieczoru księżyc wisiał nad dachami tak nisko i tak jasno, że całe miasto wydawało się zanurzone w srebrze. Lena skręciła w wąską ulicę między dwoma starymi domami i wtedy stanęła. W miejscu, gdzie powinna kończyć się ślepa ściana albo ogród porośnięty chwastami, wyrastała wieża. Smukła, ciemna, zbyt spokojna, by wyglądać na ruinę, i zbyt obca, by mogła stać tam od zawsze.

Przez chwilę sądziła, że to żart światła albo zmęczonych oczu. Zrobiła jednak kilka kroków bliżej i poczuła dziwne mrowienie pod skórą, jakby powietrze gęstniało z każdym oddechem. Drzwi były uchylone. Z wnętrza dobiegał cichy szum, ledwie słyszalny, ale uporczywy, przypominający szept wypowiadany w języku, którego nie znała, choć miała wrażenie, że powinna go rozumieć.

Na pierwszym stopniu siedział chłopak w długim płaszczu. Podniósł głowę, jakby czekał właśnie na nią. Jego włosy miały barwę nocnego nieba, a w oczach odbijał się księżyc tak wyraźnie, że Lena odruchowo cofnęła dłoń z poręczy.

– Spóźniłaś się tylko o kilka minut – powiedział cicho. Uśmiech miał spokojny, niemal uprzejmy, ale w tym spokoju było coś, co nie dawało jej ulgi. – Myślałem, że nie znajdziesz wieży.

Zanim zdążyła odpowiedzieć, uniósł rękę. W powietrzu rozbłysły drobne światła, dziesiątki kolorowych punktów wirujących wokół nich jak żywe iskry. Wieża odpowiedziała na ten ruch ledwo wyczuwalnym drżeniem; ściany zajaśniały od środka miękkim blaskiem, a pod stopami Leny pojawiły się cienkie linie tworzące wzory, których nie potrafiła nazwać.

– To granica – powiedział chłopak. – Jeśli wejdziesz teraz, nie będziesz już mogła udawać, że niczego nie widziałaś.

Za jej plecami rozległo się ciche kliknięcie. Lena odwróciła głowę. Drzwi, przez które przyszła, zamknęły się same.