Miasto Trąbka

Siedemnastoletni Alan potrafi spowalniać, a czasem zatrzymywać czas. W nocnym skateparku za starą fabryką spotyka dziewczynę, która zna jego sekret i każe mu iść za nią.

Miasto Trąbka nie zasypiało nigdy. Po północy neony przy ulicy Srebrnej paliły się równie jaskrawo jak za dnia, a z oddali dochodził metaliczny stuk deskorolek i szum przejeżdżających aut. Tylko skatepark za starą fabryką miał w sobie coś niepokojąco cichego, jakby dźwięki omijały to miejsce szerokim łukiem.

Alan zjechał do betonowej misy i na chwilę przymknął oczy. Lubił ten ułamek sekundy przed ruchem, to napięcie, kiedy wszystko jeszcze było możliwe. Kiedyś myślał, że jego życie będzie zwyczajne, przewidywalne i za głośne, żeby cokolwiek w nim usłyszeć. Potem odkrył, że potrafi robić rzecz, o której inni mogli tylko czytać w komiksach.

Najpierw były drobiazgi. Szklanka zawieszona w powietrzu. Kropla deszczu, która zawisła tuż nad chodnikiem. Potem coraz dłuższe chwile, w których świat zwalniał, aż w końcu zamierał całkiem, a Alan mógł przejść obok jak przez nieruchomą fotografię. Tyle że za każdym razem, gdy to robił, miał wrażenie, że ktoś stoi tuż za nim i obserwuje go bez mrugnięcia.

Tego wieczoru to uczucie wróciło z taką siłą, że aż spięły mu się ramiona. Odruchowo spojrzał przez ramię. Pusty mur, sprayowe tagi, cień własnej sylwetki. Nic więcej. Wsunął telefon do kieszeni, odpychnął się nogą i ruszył po krawędzi misy, pozwalając, by deskorolka nabierała prędkości.

Wtedy czas nagle rozciągnął się jak guma.

Alan mrugnął i zamarł. Pod ścianą skateparku, tam, gdzie przed chwilą nie było nikogo, stała dziewczyna z dredami związanymi czerwoną chustą. Patrzyła na niego spokojnie, jakby widziała ten moment już wiele razy.

– Też to potrafię – powiedziała cicho.

Alan poczuł, jak serce uderza mu raz, drugi, trzeci, zbyt szybko jak na tak nieruchomy świat. Dziewczyna skinęła głową w stronę zardzewiałej bramy prowadzącej na teren fabryki.

– Jeśli chcesz wiedzieć, co naprawdę umiesz, chodź za mną.

Przeskoczyła przez barierkę i zniknęła w cieniu. Alan ruszył za nią bez namysłu, a brama przed fabryką wyglądała teraz jak wejście do miejsca, z którego nie da się wrócić takim samym.