Miasto szeptów

Wiktor i Lena trafiają na szept, którego nie powinno być słychać, a pierwszy dzień w nowej szkole zamienia się w coś znacznie bardziej niepokojącego.

Wiktor przycisnął czoło do zimnej szyby autobusu i patrzył, jak deszcz rozmazuje światła miasta w mokre smugi. Ulice wyglądały tak, jakby ktoś przesunął po nich brudnym pędzlem. Wiktor miał wrażenie, że całe miasto czegoś słucha. Albo że samo przed czymś się wstrzymuje.

Jutro zaczynał naukę w nowej szkole. Powinien myśleć o planie lekcji, o tym, gdzie usiądzie na pierwszej przerwie, o tym, czy nie zabłądzi wśród obcych twarzy. Zamiast tego wracał do jednej rzeczy, która nie dawała mu spokoju od kilku tygodni.

Najpierw usłyszał ją w parku. Krótki, urwany szept, tak cichy, że mógłby go zignorować, gdyby nie to, że nikogo wtedy nie było w pobliżu. Potem znowu, pod sklepem, na przystanku, przy zamkniętej bramie szkoły, którą mijał po drodze. Za każdym razem dźwięk był inny, ale zawsze sprawiał, że Wiktor nieruchomiał na chwilę, z sercem uderzającym zbyt mocno.

Lena powiedziała, że to może być zmęczenie, stres albo zwykły zbieg okoliczności. Tylko że Lena nie brzmiała na naprawdę przekonaną. Była starsza, odważniejsza i zawsze pierwsza pchała się tam, gdzie rozsądny człowiek zrobiłby krok w tył. Kiedy Wiktor opowiedział jej o szeptach, zmrużyła oczy i od razu kazała mu obiecać, że jeśli coś usłyszy jeszcze raz, nie będzie udawał, że nic się nie stało.

Pierwszy dzień w szkole zaczął się od hałasu, przeciąganych plecaków i zbyt głośnych śmiechów. Wiktor starał się iść prosto, nie patrzeć w podłogę i nie wyglądać na kogoś, kto chciałby natychmiast zniknąć. Lena szła obok niego, jakby tylko przypadkiem, ale jej obecność dodawała mu odwagi.

Kiedy weszli do głównego holu, Wiktor poczuł ten sam znajomy dreszcz na karku.

„Pomóż...”

Zatrzymał się tak gwałtownie, że ktoś z tyłu prawie na niego wpadł. Głos był ledwie słyszalny, ale prawdziwy. Nie w jego głowie. Nie tym razem.

Lena spojrzała na niego natychmiast. Wiktor nie powiedział ani słowa. Tylko skinął głową w stronę ciemniejszego korytarza prowadzącego na tyły budynku.

Szli coraz wolniej. Gwar szkoły zostawał za nimi, jakby ktoś zamykał ciężkie drzwi jeden po drugim. Szept wracał, coraz wyraźniejszy, nakładał się na inne dźwięki i prowadził ich wprost do drzwi z wyblakłą tabliczką: MAGAZYN. WSTĘP WZBRONIONY.

Wiktor wyciągnął rękę do klamki, ale zawahał się, gdy zza drzwi dobiegł nowy głos. Niższy. Chłodniejszy.

„Nie wszyscy są tymi, za których się podają...”

Lena wciągnęła powietrze. Wiktor spojrzał na nią i zobaczył w jej oczach to samo, co czuł sam: strach, ciekawość i coś jeszcze, zbyt silnego, żeby to po prostu odpuścić.

Nacisnął klamkę.