Miasto za Lustrem

Trzynastoletnia Lena odkrywa w antykwariacie pana Czesława lustro prowadzące do miasta, w którym rzeczywistość skręca w nieznane. Po drugiej stronie ktoś właśnie czeka na nią.

Niebo nad miastem miało kolor rozlanej farby, a wieczór osiadał na dachach jak cienka warstwa kurzu. W antykwariacie pana Czesława było cicho, ale Lena lubiła tę ciszę. Siadała zawsze w tym samym kącie, pomiędzy regałem z atlasami a półką z pożółkłymi powieściami, i układała książki w piramidy, jakby od tego zależał porządek całego świata.

Tego czwartku coś w tym świecie było nie tak. Lena poczuła to od razu, gdy przeszła między regałami. Powietrze pachniało papierem, kurzem i czymś jeszcze - chłodnym, metalicznym, jak przed burzą. Na końcu przejścia stała rama lustra, której wcześniej nie widziała. Wąska, ciemna, niemal schowana w cieniu, tak jakby od zawsze należała do ściany, a jednak dopiero teraz postanowiła się ujawnić.

Lena zatrzymała się. Tafla była przybrudzona i matowa, ale pod warstwą kurzu poruszał się jakiś cień. Nie jej odbicie. Coś po drugiej stronie.

Odwróciła głowę w stronę zaplecza. Pan Czesław nucił cicho pod nosem, grzebiąc w biurku za cienką ścianą. Lena wróciła wzrokiem do lustra i ostrożnie przeciągnęła po nim rękawem bluzy.

Szkło rozjaśniło się jednym drgnieniem.

Po drugiej stronie rozciągało się miasto, podobne do jej miasta tylko z pierwszego spojrzenia. Ulice wiły się jak wstążki, kamienice miały dachy z liści, a latarnie przypominały smoki zwinięte wokół słupów. Nad dachami unosiły się świetlne drobiny, jakby ktoś rozsypał w powietrzu garść gwiazd.

Lena wstrzymała oddech.

Wtedy zobaczyła dziewczynę stojącą po drugiej stronie. Była podobna do niej tak bardzo, że serce Leny zaczęło walić jej o żebra, ale nie do końca. Tamta miała srebrne włosy, ciemne jak głęboka woda oczy i spojrzenie, od którego nie dało się uciec. Uniosła dłoń i lekko skinęła, jakby znała Lenę od dawna.

Lustro zadrżało.

Krawędź ramy rozświetliła się bladym blaskiem, a tafla rozsunęła się cicho, jakby otwierały się drzwi do miejsca, które nie powinno istnieć. Z wnętrza wypłynęła zimna mgła i dotknęła palców Leny.

Za jej plecami pan Czesław nadal nucił, nieświadomy niczego.

Lena zrobiła krok bliżej. Po drugiej stronie dziewczyna nie odrywała od niej wzroku. A w głębi lustrzanego miasta coś poruszyło się nagle między wieżami i dachami, jakby właśnie obudziło się na jej widok.