Nina, studentka z poddasza przy Świerkowej, trafia w swojej ulubionej kawiarni na notes, który zmienia się na jej oczach i prowadzi ją do tajemnicy ukrytej tuż obok domu.
Nina mieszkała na poddaszu starej kamienicy przy ulicy Świerkowej. Lubiła ten dom za wszystko, co inni uznaliby za wadę: za skrzypiące schody, za chłód biegnący po korytarzach i za długie cienie, które o świcie wspinały się po ścianach jak ciekawe palce. Najbardziej jednak kochała poranne wypady do kawiarni „Poranna Hera”, gdzie przed zajęciami brała kawę i kilka minut ciszy, zanim miasto zdążyło na dobre się rozkręcić.
Pani Lila zawsze wiedziała, co jej podać. Nie pytała, tylko stawiała filiżankę na ladzie, jakby czytała Ninie w myślach. Była w niej ta dziwna, nieuchwytna jakość ludzi, którzy pamiętają więcej, niż mówią. Ruda chmura włosów, spojrzenie rozświetlone od środka i uśmiech, który potrafił być ciepły, ale nigdy całkiem przewidywalny.
Tego listopadowego ranka mgła wisiała nad miastem tak nisko, jakby chciała wejść razem z klientami do środka. W kawiarni panowało przytulne półmrokowe światło, pachniało wanilią, kawą i czymś jeszcze, trudnym do nazwania, czymś jak deszcz na rozgrzanym kamieniu. Nina usiadła przy oknie, odgarnęła mokry od wilgoci płaszcz i dopiero wtedy zauważyła notes. Leżał na parapecie, oprawiony w ciemną skórę, zapięty na sprężysty pasek. Nie widziała go tu wcześniej.
Przez chwilę patrzyła na niego tylko z czystej uprzejmości wobec własnej ciekawości. Potem sięgnęła po niego i otworzyła na pierwszej stronie.
Było tam jedno zdanie: „Kiedy pijesz kawę, uważaj na to, czego naprawdę chcesz. Czasem odpowiada się szybciej, niż zdążysz pomyśleć.”
Nina parsknęła cicho, uznając to za kolejny z kaprysów pani Lili, ale zaraz potem litery zaczęły się przesuwać. Nie znikały. Przestawiały się, jakby ktoś pod nimi oddychał. Zdanie rozpadło się i ułożyło od nowa, a pod palcami poczuła krótki, nieprzyjemny dreszcz.
Za ladą pani Lila nie odrywała od niej wzroku. Tym razem jej uśmiech był zbyt spokojny, żeby uspokajać. W kawiarni nagle ucichł nawet ekspres, jakby ktoś ściszył świat. Płomienie świec zadrżały, odbijając się w szybach złotymi smugami. Nina pochyliła się niżej nad notesem i zobaczyła coś, czego wcześniej tam nie było: plan miasta, dokładny, ręcznie rysowany, z jednym miejscem zaznaczonym ciemnym kółkiem. Było niemal na wyciągnięcie ręki, tuż przy jej kamienicy.
Wtedy drzwi kawiarni otworzyły się gwałtownie pod naporem wiatru. Do środka wszedł mężczyzna w mokrym płaszczu, z drugim notesem przyciśniętym do boku. Taki sam skórzany grzbiet, taki sam pasek, tylko jakby starszy, bardziej zużyty. Rozejrzał się po sali i zatrzymał wzrok na Ninie tak nagle, jakby znał ją od dawna.
Nina poczuła, że od tej chwili żaden z poranków nie będzie już zwyczajny. A kiedy mężczyzna ruszył w jej stronę, a pani Lila odłożyła filiżankę z cichym stuknięciem, które zabrzmiało jak ostrzeżenie, Nina zrozumiała, że właśnie otworzyła coś, czego nie powinna była otwierać.