Międzyświaty Oli i Kuby

Ola i Kuba znajdują na strychu starej kamienicy ukryty znak i maleńkie drzwi prowadzące do miejsca, w którym wyobraźnia zaczyna wyglądać zbyt prawdziwie.

Ola przetarła dłonią zardzewiałą klamkę drzwi na strych. Wakacje u babci w starej kamienicy zwykle wleczały się bez końca, ale tego dnia coś ją zatrzymało. Na framudze, tuż nad śladem po pożółkłej farbie, zobaczyła znak, którego wcześniej nie było: coś pomiędzy kompasem a gwiazdą, z trzema ostrzami i powykręcanymi literami wokół.

Za jej plecami Kuba głośno chrupnął sucharem.

Ola nie odpowiedziała. Serce przyspieszyło jej o jeden nerwowy takt. Lubiła takie miejsca - stare, zapomniane, trochę popsute przez czas. Ale to coś na framudze nie pasowało do reszty. Było zbyt świeże. Zbyt dokładne.

Pchnęła drzwi.

Zawyły przeciągle i ustąpiły dopiero po chwili, wypuszczając z wnętrza chłodne powietrze pachnące kurzem, papierem i czymś jeszcze - ostrym, metalicznym, jak po burzy. Ola zmrużyła oczy. Na strych wpadał tylko jeden wąski promień światła z okrągłego okienka, a reszta tonęła w półmroku.

Kuba wsunął się obok niej pierwszy.

Miał rację. Stryszek nie przypominał zwykłego magazynu starych rzeczy. Pod ścianą leżał równo ułożony stos dzienników w popękanych okładkach. W rogu stał zegar bez wskazówek, z pustą tarczą połyskującą matowo jak oko ryby. Na środku podłogi rozciągała się plansza do gry, niedokończona, jakby ktoś przerwał partię w połowie ruchu. Obok niej leżały pionki, ale nie takie zwyczajne - każdy był małą figurką zbyt podobną do kogoś prawdziwego.

Kuba przykucnął przy planszy.

Dziewczyna podeszła bliżej. Zrobiło jej się zimno, choć strych nie był przecież aż tak chłodny. Pionek w dłoni Kuby miał cienką twarz, spięte włosy i maleńki plecak przewieszony przez ramię. Ola wyciągnęła rękę i odsunęła inny. Ten był podobny do Kuby do tego stopnia, że aż ścisnęło ją w żołądku.

Sięgnęła do kieszeni po szkicownik. Kiedy była zdenerwowana, rysowała. Czasem twarze, czasem miejsca, czasem rzeczy, których nie umiała jeszcze nazwać. Otworzyła notes na pustej stronie i nagle poczuła, że musi zapisać każdy szczegół, zanim coś zniknie albo się zmieni.

Wtedy zobaczyła je.

W ścianie, częściowo zasłonięte deską i pajęczyną, znajdowały się małe drzwiczki. Tak małe, że musiałaby uklęknąć, żeby ich dotknąć. Były starannie zrobione, jakby ktoś poświęcił im więcej uwagi niż całemu strychowi. W mosiężnym uchwycie odbijał się promień światła z okna.

Kuba znieruchomiał.

Ola już klęczała na drewnianej podłodze. Palce miała lekko drżące, kiedy chwytała za uchwyt. Przez moment drzwi nie chciały ustąpić. Jakby coś po drugiej stronie też trzymało je zamknięte.

Potem rozległo się ciche kliknięcie.

Drzwiczki otworzyły się szerzej, niż powinny, i ze szczeliny buchnęło światło - nie białe, nie żółte, tylko migoczące wszystkimi kolorami naraz. Ola odskoczyła, mrużąc oczy. To nie był schowek. To nie była też zwykła wnęka w ścianie.

Za małymi drzwiami wirował tunel, jakby utkany z płynnych linii, iskier i cieni. Falował głęboko w głąb, a razem z nim przesuwały się obrazy: wyspy unoszące się nad pustką, ptaki z trzema skrzydłami, miasta zbudowane z liter, schody prowadzące donikąd i dalej, i dalej, tam gdzie wzrok zaczynał się plątać.

Chłopak skinął głową, nie odrywając spojrzenia od otworu.

Przez sekundę wydawało się jej, że z tunelu dochodzi szept. Nie słowa, raczej wołanie, cienkie i uporczywe, jakby ktoś od dawna czekał po drugiej stronie i w końcu stracił cierpliwość.

Wtedy pionki na planszy poruszyły się same.

Jeden z nich przesunął się o pole. Potem drugi.

Zegar bez wskazówek wydał niski, głuchy dźwięk, a cały strych lekko zadrżał. Z półki posypał się pył. Kartki z dzienników uniosły się w powietrze, jakby podmuch nie przyszedł z okna, tylko z samego środka ścian.

Ola spojrzała na Kubę. On ścisnął jej dłoń tak mocno, że aż zabolało.

Za małymi drzwiami coś poruszyło się w świetle.

I wtedy z tunelu wysunęła się cienka, jasna dłoń.