W opuszczonym obserwatorium Szymon, Olga i Leoś trafiają na pulsujące przejście do innego świata. Im dłużej stoją przed nim, tym wyraźniej coś po drugiej stronie zaczyna ich dostrzegać.
Szymon nie lubił tego wzgórza nawet za dnia. Po zmroku stare obserwatorium wyglądało jeszcze gorzej: jak pusta czaszka wbita w ciemność, z wybitymi oknami i wieżą, która zdawała się nasłuchiwać. Mimo to właśnie tu, w czerwcową noc, przyjechał z Olgą i Leosiem. Plecaki mieli wypchane ciastkami, latarkami i notatnikami. Miała być zwykła wakacyjna wyprawa do zapomnianego miejsca, kilka zdjęć, trochę strachu na pokaz, dużo śmiechu później.
Już po przekroczeniu progu Szymon poczuł, że to nie jest zwykłe wejście do ruin. Powietrze w środku było zimniejsze niż powinno, suche i metaliczne, a każdy krok odbijał się od kamiennych ścian zbyt wyraźnym echem. Dawne pomieszczenie obserwacyjne tonęło w kurzu i pajęczynach, ale nadal miało w sobie coś z dawnej obsesji na punkcie gwiazd. Wysoki sufit ginął w mroku, a na środku sali stało coś, czego nie powinno tu być.
Leoś pierwszy przystanął. W rogu, pod pękniętą kopułą, tkwiła ogromna, okrągła płyta. Nie wyglądała jak lustro, choć odbijała światło latarek. Jej powierzchnia falowała lekko, jak tafla wody poruszana oddechem. Szymon zobaczył w niej własną twarz, po czym obraz na ułamek sekundy rozpadł się na migotliwe smugi.
"To jakaś instalacja?" Olga zmrużyła oczy i podeszła bliżej, ale nawet ona mówiła ciszej niż zwykle.
Szymon nie odpowiedział. Coś ścisnęło go w żołądku. Wyciągnął rękę, zanim zdążył się zastanowić. Kiedy dotknął powierzchni koniuszkiem palca, przez skórę przeszedł go lodowaty dreszcz. Odbicie zniknęło. Zamiast własnej dłoni zobaczył przez moment obce miasto rozświetlone setkami białych neonów i sylwetki ludzi w ubraniach, jakich nigdy nie widział.
Leoś zaklął pod nosem, uniósł telefon i zrobił zdjęcie. Ekran natychmiast zalał się chaotycznym plątaniną kolorów, jakby aparat próbował uchwycić coś, co nie chciało należeć do tego świata.
"To nie jest lustro" - powiedział cicho. - "To coś innego."
Na metalowej ramie płyty Olga dostrzegła wygrawerowane cyfry: 511. Zanim zdążyła je skomentować, Szymon zauważył pod sufitem stertę pożółkłych kartek wetkniętych w szczelinę między belkami. Wspiął się na przewrócony stół, zdjął jedną z nich i odczytał na głos zdanie zapisane po angielsku: "Only the brave see both sides. Only the chosen walk the bridge."
W tej samej chwili coś drgnęło w głębi sali. Latarki przygasły, telefony w ich kieszeniach same się obudziły, a po powierzchni płyty przebiegł niebieski błysk, najpierw słaby, potem coraz mocniejszy, jakby ktoś zapalał po drugiej stronie olbrzymią lampę. Cienie przy ścianach poruszyły się niezgodnie z ruchem światła.
I wtedy z wnętrza przejścia wyłonił się kształt człowieka, wysoki i nieruchomy, lecz bez twarzy.