Mroczne Echo w Starym Lustrze

Troje przyjaciół trafia na strych starej szkoły i odkrywa stare lustro, które zaczyna odpowiadać na ich obecność. To, co pojawia się w tafli, nie powinno istnieć.

Na strych szkoły Lena weszła pierwsza, bo tylko ona nie wierzyła w opowieści o krokach słyszanych po zmroku. Deszcz bębnił o dach tak mocno, że zagłuszał ich oddechy, a ciemność między belkami wydawała się gęsta jak kurz. Maks szedł tuż za nią, z latarką w dłoni, a Tymek co chwila oglądał się za siebie, jakby spodziewał się, że ktoś zaraz zamknie za nimi właz.

Przyszli tu z nudów, uciekając przed sobotnim deszczem i szkolnym hałasem, ale po kilku minutach przestali mówić. Stare kartony, połamane krzesła i zakurzone atlasy leżały porozrzucane jak po pośpiesznym pakowaniu. Na końcu pomieszczenia, obok nieszczelnego okna, coś błysnęło słabo w szarym świetle błyskawicy.

Lena zatrzymała się tak nagle, że Maks prawie na nią wpadł.

Stało tam lustro. Wysokie, ciężkie, oprawione w ciemną, rzeźbioną ramę, jakby wyrwane z innego miejsca i czasu. Szkło było przygaszone warstwą kurzu, ale odbijało ich twarze wyraźniej, niż powinno. Tymek podszedł pierwszy i przeciągnął rękawem po tafli. Kurz osypał się cicho na podłogę.

Najpierw zobaczyli tylko siebie. Trójkę uczniów ściśniętych w ciemnym strychu, zbyt blisko siebie, zbyt cicho.

Potem odbicie drgnęło.

Za ich plecami, po drugiej stronie szkła, coś stanęło nieruchomo. Wysoka sylwetka, z twarzą tak zamazaną, jakby lustro odmawiało jej pokazania. Długie palce poruszyły się powoli, jeden po drugim, jakby ta postać próbowała policzyć ich oddechy.

Maks odsunął się o krok.

Tymek uniósł latarkę i skierował światło prosto w lustro. W pustym strychu nie było nikogo poza nimi. A jednak w tafli obca postać nadal tam stała, coraz bliżej, jakby z każdą sekundą próbowała przejść na ich stronę.

Wtedy szkło lekko zadrżało.

Raz.

Potem drugi.

I trzeci, wyraźny, suchy stuk, jakby coś od środka pukało w lustro paznokciem. Na powierzchni, na oczach Leny, zaczęły pojawiać się cienkie linie. Litery wyżłobione w brudzie, powoli, jak przez niewidzialną rękę: ZOSTAŃCIE.

Powietrze w jednej chwili stężało od zimna. Lena poczuła, jak skóra na karku jej cierpnie, a Maks zacisnął palce na latarce. Nikt się nie odezwał, bo wszyscy usłyszeli to samo: skrzypnięcie deski tuż za nimi.