Maks, student grafiki z Warszawy, odkrywa, że zatrzymał czas. Wciągnięty w świat Skrzydlatych, staje twarzą w twarz z mocą, której nie rozumie, i z kimś, kto zdaje się wiedzieć o nim zbyt wiele.
Noc nad Warszawą miała w sobie coś ostrego, niemal metalicznego. Wiatr wciskał się pod nieszczelne okno poddasza, a Maks pochylał się nad szkicownikiem tak długo, aż litery i linie zaczęły mu się rozmywać. Trzeci rok grafiki zdążył już nauczyć go, że zmęczenie bywa gorsze od braku pomysłów. Tego wieczoru nie miał ani jednego, ani drugiego dość, żeby skończyć choćby jedną stronę.
Odłożył ołówek i przetarł oczy. Wtedy światło lampki drgnęło, jakby ktoś na moment odciął prąd. Za szybą przemknęła purpurowa smuga, zbyt niska i zbyt szybka, by mogła należeć do samolotu albo drona. Maks wstał od biurka. Ulica pod kamienicą była prawie pusta, ale po środku chodnika szedł ktoś w jasnej pelerynie. Postać poruszała się bez pośpiechu, a jednak rzucała cień tak wielki, jakby nad dachami przesuwało się coś znacznie większego.
Maks przełknął ślinę i odruchowo spojrzał na zegarek. Wskazówki stanęły. Telefon na biurku też zamilkł, ekran zgasł w połowie powiadomienia. Chwilę później zamarło wszystko, co jeszcze przed sekundą było ruchem: migające światła samochodów, krople deszczu zawieszone w powietrzu, liść wirujący tuż nad brukiem. Miasto trwało w bezruchu tak absolutnym, że własny oddech wydał mu się obcy.
Maks cofnął się o krok, potem drugi, i wyszedł na klatkę schodową. Każdy jego ruch rozcinał ciszę jak ostrze. Przeszedł obok przeszklonych drzwi prowadzących na dach i zatrzymał się nagle. Po drugiej stronie stała dziewczyna o srebrnych włosach. Nie tylko się poruszała. Patrzyła prosto na niego, jakby czekała od dawna, aż wreszcie zauważy własny błąd.
Otworzyła drzwi bez pośpiechu.
Zanim Maks zdążył odpowiedzieć, nad ich głowami rozległ się głuchy huk. Coś ciężkiego uderzyło w dach kamienicy, tak mocno, że szkło w drzwiach zadrżało i pękło jak cienki lód. Zatrzymane miasto, nieruchome oddechy, martwe światła - wszystko zafalowało, jakby ta jedna chwila nie wytrzymywała już własnego ciężaru. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, a jej twarz po raz pierwszy straciła spokój.
Maks spojrzał na nią, potem na ciemny otwór nad schodami. Coś tam było. I to coś właśnie znalazło ich pierwsze.