Wędrowny cyrk Aurora staje na obrzeżach miasteczka i od pierwszej nocy budzi niepokój. Karolina, Adam i Sonia trafiają na trop znikającej artystki i tajemnicy, której nikt nie powinien oglądać z bliska.
Cyrk Aurora pojawił się bez zapowiedzi, jakby wyłonił się z mgły, która tego wieczoru spłynęła na miasteczko ciężko i bezszelestnie. Na obrzeżach, tam gdzie kończyły się latarnie i zaczynało puste pole, rozbłysły karmazynowe lampy, a nad dachami popłynęła fanfara tak przenikliwa, że aż uciszyła rozmowy na ulicach. Dorośli udawali obojętność, lecz patrzyli za długo. Wszyscy wiedzieli, że ten cyrk nie przyjechał po zwykłe oklaski. Przywiózł obietnicę rzeczy, których lepiej nie nazywać po imieniu.
Karolina spotkała Adama i Sonię tuż przy bramie z kutego żelaza, za którą ciągnął się szereg namiotów połyskujących wilgocią. W mieście krążyły plotki: ktoś widział artystkę-chimerę znikającą między wozami, ktoś inny przysięgał, że światła gasły w tej samej chwili, gdy padł jej krzyk. Najgorsze były jednak opowieści o Mistrzu Iluzji. Mówiono, że potrafi spojrzeć człowiekowi w oczy tak, iż ten zaczyna wątpić we własną pamięć.
W środku pachniało dymem, woskiem i czymś jeszcze, ostrym jak rozgniecione zioła. Arena pulsowała od bębnów, śmiechu i oklasków, które brzmiały zbyt głośno, jakby publiczność próbowała zagłuszyć własny lęk. Na oczach widzów pojawiał się Klaun bez twarzy, akrobatka wisząca w powietrzu pod nienaturalnym kątem i mężczyzna połykający płonące róże bez cienia wahania. Karolina czuła pod skórą narastające napięcie. Każdy numer był efektowny, ale żaden nie wydawał się niewinny.
Potem światła przygasły, a na środek areny wszedł Mistrz Iluzji w czarnej pelerynie obszytej srebrem. Jego oczy błyszczały zimno, niemal nieludzko. Uniósł dłonie i powiedział głosem, który natychmiast uciszył cały namiot: „Dziś pokażę wam sztukę, jakiej nie widziało żadne miasto. Ale są granice, których nie przekracza się bez konsekwencji”. Karolina poczuła nagłe muśnięcie na ramieniu. Odwróciła się i zobaczyła artystkę-chimerę. Jej twarz była blada, a szept ledwie przebijał się przez narastający szum:
„Pomóżcie mi. Zanim on zamknie was razem z nami.”
W tej samej chwili zgasły wszystkie lampy, a z ciemności dobiegł dźwięk zatrzaskiwanych zamków.