Mrok nad Miastem Szeptów

Trójka studentów wprowadza się do starego mieszkania w mieście, które nie znosi ciszy. Wkrótce ich sny, cienie i myśli zaczynają wymykać się spod kontroli.

Miasto Szeptów miało w sobie chłód, który nie znikał nawet wtedy, gdy lipcowe słońce stało wysoko nad dachami. Kamienice stały tu zbyt blisko siebie, jakby podsłuchiwały własne sekrety, a wąskie uliczki między nimi zdawały się prowadzić nie tam, gdzie powinny. Nad Bystrą wisiała wieczna wilgoć, a mosty, stare i wygięte, skrzypiały nocą jak coś żywego.

W jednym z takich domów, na trzecim piętrze z odpadającym tynkiem, Lena, Igor i Szymon wynajęli mieszkanie na nowy semestr. Miało być tanie, blisko uczelni i wystarczająco duże, żeby każdy mógł udawać, że ma własną przestrzeń. Szybko okazało się, że w tym mieście nawet cisza jest podejrzana.

Pierwsza noc minęła źle. Lena obudziła się przed świtem, pewna, że ktoś stoi po drugiej stronie drzwi szafy. Nie usłyszała kroków, tylko szept, tak cichy, jakby wydobywał się spod podłogi. Igor leżał nieruchomo na łóżku i wpatrywał się w ścianę, gdzie jego cień wydłużał się nieco bardziej niż powinien, jakby próbował przecisnąć się pod framugą. Szymon z kolei znalazł rano notatnik z zapisanymi w nocy zdaniami, których nie pamiętał, a po kilku godzinach kartki zbielały, jakby ktoś wymazał z nich sam ślad myśli.

Przez kilka dni udawali, że to tylko stres, niewyspanie i stara instalacja elektryczna. Sesja, praca po zajęciach, przeprowadzka do obcego miasta, wszystko miało swoje racjonalne wytłumaczenie. Tyle że Miasto Szeptów nie lubiło rozsądku. Wieczorem po egzaminie Lena zobaczyła na rynku kobietę bez twarzy. Albo raczej z twarzą tak rozmytą, że nie dało się zapamiętać żadnego jej rysu. Postać przeszła przez tłum, a za nią ciągnął się cień dłuższy od niej samej, czarny i lepki jak mokry atrament.

Następnego dnia Igor, skupiony na rozmowie z wykładowcą, usłyszał pod słowami coś jeszcze — napięcie, lęk, fałsz, intencję, której nikt nie wypowiedział na głos. Szymon odkrył natomiast, że kiedy traci panowanie nad sobą, jego notatnik zaczyna zapisywać cudze myśli, nawet jeśli ich właściciele stoją w milczeniu kilka kroków dalej.

Wtedy przestali się oszukiwać. To nie było zmęczenie. To miasto coś w nich otwierało.

Tej nocy spotkali się na starym moście nad Bystrą, dokładnie tam, gdzie Lena widziała rozmytą twarz po raz pierwszy. Mgła leżała nisko nad wodą, a rzeka szeptała tak wyraźnie, że każdy z nich odruchowo spojrzał w ciemność pod przęsłami.

Jesteście wybrani.

Słowa przeszły przez most jak dreszcz. Lena cofnęła się o pół kroku, Igor zacisnął dłonie, a Szymon otworzył notatnik, choć nie pamiętał, żeby go wyciągał. Z mroku po drugiej stronie wyłoniła się postać, wysoka i nieruchoma, z twarzą ukrytą w cieniu.

A potem odezwała się po raz drugi — już nie z rzeki.