Mrok pod Starym Miastem

W ciepłą noc po deszczu Anna, Kuba i Marta trafiają na ślad prowadzący do podziemi Krakowa. W ciemności czeka coś więcej niż stary tunel.

Powietrze nad Starym Miastem było ciężkie od wilgoci, a bruk po wieczornym deszczu odbijał mdłe światło latarni jak wypolerowane szkło. Anna szła przodem, ściskając w dłoni złożoną na cztery części mapę, którą znalazła wśród rzeczy po dziadku. Kuba co chwilę zerkał przez ramię, jakby ktoś mógł ich śledzić, a Marta milczała bardziej niż zwykle.

Nie powinni byli wychodzić z domu o tej porze. A jednak linia narysowana na pożółkłym papierze nie dawała Annie spokoju. Prowadziła przez rynek, pod fontannę, aż do dopisku zapisango drobnym, niemal nerwowym pismem: „Wejście tylko w noc przesilenia”. Nad słowami widniał znak trzech splecionych spiral.

Dotarli na rynek, gdy wybijała niemal północ. Plac był pusty, z wyjątkiem kilku gołębi skulonych pod arkadami i cichego szumu wody. Marta pierwsza dostrzegła coś pod żeliwną kratą przy fontannie. Pod kamieniem, w miejscu, którego nikt normalnie nie zauważał, tkwiła metalowa klapa.

Kuba przykucnął i wsunął palce pod zardzewiały brzeg. Klapa ustąpiła z jękiem. Z podziemia uderzył w nich chłód tak nagły, jakby ktoś otworzył drzwi do innej pory roku. Anna zapaliła latarkę i pierwsza zeszła po wąskich, śliskich schodach.

Niżej panowała cisza, ale nie była to zwykła cisza. W murach osiadła wilgoć, w korytarzach czaił się stary zapach kamienia i kurzu, a każdy krok odbijał się echem zbyt długo. Tunel rozdzielał się na kilka zamurowanych przejść, jakby coś celowo odcięło dalszą drogę.

Na jednej ze ścian Anna nagle zatrzymała światło latarki. W czerwonej farbie, świeżej i połyskującej, ktoś namalował trzy splecione spirale. Ten sam znak z mapy.

Z głębi korytarza dobiegł ich cichy szelest. Potem drugi. Jakby ktoś bardzo powoli stawiał kroki po mokrym kamieniu.

Kuba odwrócił latarkę w tamtą stronę. W tym samym momencie za ich plecami metalowa krata z trzaskiem opadła na miejsce, odcinając drogę powrotu. A zaraz potem zza zakrętu tunelu przemknęło światło, obce i nieruchome, jakby ktoś już czekał na dole.