Mrok za szybą

Troje przyjaciół trafia na opuszczoną stację kolejową, gdzie nocą zaczynają dziać się rzeczy, które nie mieszczą się w zwykłym wyjaśnieniu.

Był początek września, ale wieczór już pachniał jesienią. W lesie między drzewami zapadał chłód, a ich rowery cicho chrzęściły po igłach i piachu. Lena jechała przodem, co chwila oglądając się na Maksa i Igora. Za zakrętem miała się wreszcie pojawić stara stacja kolejowa na obrzeżach miasta - miejsce, o którym od miesięcy krążyły opowieści zbyt dziwne, żeby je całkiem zignorować.

Mówiono, że po zmroku słychać tam kroki na peronie. Że w pustych oknach czasem przeskakuje światło. Że ktoś widział pociąg, który nie powinien już nigdy tamtędy przejechać.

Gdy wyłonili się z lasu, Lena od razu zwolniła. Budynek stał przy torach jak coś porzuconego w pośpiechu. Odpadający tynk, wybite szyby, peron zarośnięty wysoką trawą. Nad wszystkim wisiała cisza tak gęsta, że aż bolały uszy.

Maks zeskoczył z siodełka i uśmiechnął się krzywo, ale jego palce mocniej zacisnęły się na latarce.

Igor nic nie powiedział. Patrzył na budynek z takim wyrazem twarzy, jakby już żałował, że dał się namówić. Lena też wolałaby zawrócić, ale nie zrobiła tego. Zamiast tego przypięli rowery do zardzewiałego ogrodzenia i podeszli do głównego wejścia.

Drzwi stały uchylone.

Lena zmarszczyła brwi. Jeszcze rano, kiedy przejeżdżali tędy z daleka, były zamknięte na ciężki łańcuch. Teraz wisiały krzywo, jakby ktoś wszedł przed chwilą i nie uznał za potrzebne ich domknąć.

Weszli do środka jeden za drugim. Powietrze było chłodne i suche, a ciszę przecinał tylko szelest liści wdmuchiwanych przez rozbite okna. Światło latarek sunęło po ścianach, wyłapując odpryski farby, pęknięcia i długie smugi cienia.

Na peronie stały jeszcze resztki ławek. Z sufitu zwisał jeden nagi kabel. Pod ścianą leżał zegar z roztrzaskaną szybą. Jego wskazówki zatrzymały się na 3:33.

Igor podszedł bliżej pierwszej ściany i nagle zesztywniał.

Na tynku ktoś namalował krzywe litery. Czarna farba była świeża; Lena poczuła jej ostry zapach, zanim zdążyła odczytać choćby jeden znak. Nie były to zwykłe bazgroły. Wyglądały raczej jak ostrzeżenie niż napis.

Maks przejechał latarką po suficie.

Przez chwilę nikt się nie odezwał. Potem gdzieś dalej, w głębi korytarza, dobiegł ich cichy stuk. Jakby coś uderzyło o szybę. Raz. Drugi. Trzeci.

Wszyscy troje odwrócili się w tamtą stronę.

Maks podniósł latarkę wyżej. Snop światła przeciął mrok i zatrzymał się na bocznym oknie. Po drugiej stronie szyby, na ciemnym peronie, stała sylwetka.

Nie poruszała się.

Igor wstrzymał oddech. Lena poczuła, jak serce uderza jej w żebra z taką siłą, że aż zrobiło jej się słabo. Postać była zbyt wysoka, by mogła należeć do któregoś z nich. Zbyt nieruchoma. Zbyt bliska.

Maks cofnął latarkę o centymetr, jakby sam ten ruch mógł to coś odpędzić.

Sylwetka drgnęła.

A potem zgasła, jakby rozpłynęła się w czerni.

Przez sekundę było tak cicho, że Lena usłyszała własny oddech. I wtedy z zewnątrz rozległ się przeciągły dźwięk, niski i metaliczny, przypominający pisk szyn rozdzieranych przez niewidzialny pociąg.

Lena otworzyła usta, ale nie zdążyła nic powiedzieć. W głębi stacji jedno po drugim zaczęły zapalać się światła.