Nela i jej piesek Fikster ruszają gwiezdnym balonem w kosmiczną podróż pełną świateł, planet i tajemniczej srebrnej bramy.
Nela najbardziej lubiła patrzeć w niebo przez swoje wielkie okno. Każdego wieczoru siedziała przy nim z Fiksterem, małym pieskiem o czujnych uszach, i liczyła gwiazdy, które migotały jak rozsypany cukier.
Pewnego dnia, gdy słońce chowało się już nisko za horyzontem, Nela zajrzała za domek i aż przystanęła. Stał tam wielki, kolorowy balon z ogromnym koszem. Na płótnie błyszczały srebrne gwiazdki, a na szczycie kołysał się księżycowy rożek, jak lody z nocnego nieba.
Fikster zaszczekał radośnie i jednym susem wskoczył do kosza. Nela rozejrzała się szybko dookoła. Nikogo nie było. Jeszcze przez chwilę wahała się na brzegu, ale balon lekko drgnął, jakby czekał właśnie na nią. Usiadła więc obok pieska i wtedy kosz miękko oderwał się od ziemi.
Najpierw minęli dachy domów, potem ciemny las, a potem chmury białe jak wata. Im wyżej lecieli, tym więcej było wokół gwiazd. Niektóre błyszczały jak guziki, inne mrugały do Neli tak, jakby ją znały. Fikster wystawił pyszczek przez bok kosza i zapiszczał z zachwytu.
Nagle tuż obok przemknęła wirująca planeta z pierścieniami. Na jej brzegu stały trzy zielone stworki z czułkami i machały do nich obiema rękami. Jeden trzymał tabliczkę z napisem: „Cześć, przybysze!”. Balon poleciał dalej, aż zawisł przed ogromną srebrną bramą, migoczącą między gwiazdami.
Po obu stronach bramy stały dwa fioletowe koty w kosmicznych kaskach. Miały bardzo poważne miny, jakby strzegły czegoś ważnego. Nela ścisnęła łapkę Fikstera. Serce zaczęło jej bić szybciej. Podeszła bliżej, a metalowa klamka była zimna jak lód.
Wzięła głęboki oddech i już miała ją dotknąć, gdy z wnętrza bramy dobiegł cichy, drżący głos...